|

Post #1
|
Od dość dawna zabieram się aby zebrać dane o bezwzględnej seniorce rodu - Zofii Oczkowskiej de domo Nagadowska - bratowa ojczystej babci mojej żony. Powinienem odwiedzić jej córki, wyciągnąć co się da z rodzinnych zasobów, zebrać to razem i w końcu opublikować w tym miejscu. Czasu ciągle nie starcza. Ania zaprotestowała przeciwko podsyłaniu jej na priv takich wspomnień i zaapelowała o publikację. Oddaję więc tę historyjkę Wam:
Gromadząc dane o rodzinie żony, natrafiłem na skarb prawdziwy - dokumentację sprawy spadkowej - gdzie jeden z nieznanych mi wówczas kuzynów wyłuszczył kto, po kim i w jakich częściach dziedziczyć powinien. Ponieważ dokumentacja dotyczyła postępowania procesowego, to i adresy musiały być podane - dla skuteczności doręczeń. Zachwycony, zacząłem wpisywć treść do PAFa i nagle, przy kolejnym nazwisku olśnienie: przecież ja ten adres znam!!! Znam? - mało powiedziane!!! Czy nie zaszła jakaś pomyłka?? Sprawdzam dwa razy, ale jak byk stoi, drukowanymi literami Rakowiecka (cenzura wycięła cyferki). W tej samej kamienicy, piętro wyżej mieszkał mój ojciec. Jak mam nie wierzyć w przeznaczenie? Gdybym nie znalazł żony w szerokim świecie, mogłem ją spotkać na klatce schodowej u taty.
Tu dygresja i hołd dla mądrości życiowej matki mojej koleżanki z Białegostoku, która nie pozwalała córce wychodzić z domu bez stosownej oprawy: "Mężczyznę swojego życia możesz spotkać nawet wychodząc do piwnicy po kartofle. Jak chcesz mu się pokazać?" :)
Kiedy na uroczystość obchodów setnych urodzin Pani Zofii poza członkami najbliższej rodziny, przybyli także wszyscy lokalni oficjele, żona mojego ojca dumnie reprezentowała naszą część rodziny, a nieświadomym koligacji członkom rodziny, zaskoczonym obecnością sąsiadki, wyjaśniała nie bez dumy: "Jestem teściową Kasi Krupowicz".
Niestety, w kilka miesięcy po tym pięknym jubileuszu Pani Zofii formalnie rozsypała sie kość udowa i staruszka zmarła w szpitalu - 101 lat nie doczekała.
|
|
|