Welcome, Sign in   |   Help
Genebase Bionet Builder
Advertisement

100 lat, 100 lat niech zyja nam
1 to 3 of 3 posts 
Currently discussed by 3 People (Back to Discussion Forum)
Bożena Maria Żuk-Winiecka
Post #1
Babcia Felicja
Bożena Maria Żuk-Winiecka wrote on May 6 2006, 09:57 pm
Byla to moja jedyna babcia jaka znalam, najlepsza na swiecie, ktora opiekowala sie mna od pierwszych dni mojego zycia. Zawsze wygladala tak samo: siwe, proste wlosy obciete ponizej ucha, przytrzymywane po obu stronach grzebykami, ubrana w spódnice i bluzke, a na to gospodarski fartuch wlasnej produkcji.

Cale gospodarstwo bylo pod jej wladaniem, jej slowo bylo ostateczne, a kazda sprawa musiala miec jej aprobate.

O jej zyciu w mlodosci panienskiej nie wiem w zasadzie nic, oprócz tego, ze miala liczne rodzeñstwo, ale umieralo ono w dziecinstwie, a przezyly jedynie trzy siostry(Stefania, Antonina i Helena) oraz brat Leon. Wiem tez, ze chorowala na gruzlice i co jakis czas wyjezdzala na kuracje do Zaleszczyk. Niestety nie jest pewne gdzie sie urodzila, tzn gdzie znajdowala sie "rodowa posiadlosc" Urbanowiczów. Mógly to byc okolice Witebska .W odpisie aktu urodzenia wydanym po wojnie(nie wiem na jakiej podstawie-moze tylko oswiadczenia ) pojawila sie nazwa Puszki i taka miejscowosc jest w okolicach Witebska. Brak tez danych o dacie urodzenia Babci(oprocz tegoz odpisu). Wiadomo jedynie, ze bylo to okolo roku 1892-5. Nie zachowaly sie zadne oryginalne dokumenty. Nie wiem tez kiedy mial miejsce slub z dziadkiem, Leonem Gajewskim.

Cala rodzina Gajewskich(trzech braci: Piotr, Wlodzimierz i Leon ozenionych z trzema siostrami Urbanowiczownami :Stefania, Antonina i Felicja, oraz brat Konstanty-niezonaty, a takze ich rodzice:Stefan i Adela), zamieszkiwala w majatku Ist polozonym niedaleko miasteczka Dzisna, nad rzeka Dzwina, bedaca granica z sowiecka Rosja.

Babcia we wspólnym gospodarstwie pracowala podobno najwiecej, zajmowala sie miedzy innymi gotowaniem dla pracowników zatrudnionych w gospodarstwie.

Gdy najstarsze dzieci tych trzech par(Marian,Halina,Janka, Witek) poszly do gimnazjum im. ks. Grzegorza Piramowicza w Dzisnie, Babcia przeprowadzila sie z nimi i z najmlodsza Danka, do Dzisny, do wynajetego mieszkania.Oprócz wlasnych dzieci zamieszkalo tam tez kilku uczniów na tzw. stancji. Babcia prowadzila gospodarstwo na bazie produktów dostarczanych z Istu przez dziadka Leona. Babcia Antonina tez przez jakis czas pomagala w opiece nad dziecmi i prowadzeniu stancji.

Jednak przez wiekszosc czasu wszyscy mieszkali razem, az do podzialu majatku w 1936r. We wwszystkich opowiesciach czas okreslano "przed podzialem" lub "po podziale".

Najstarszy z braci, Piotr otrzymal Ist I, czyli ten w którym do tej pory wszyscy mieszkali. Gospodarzyl tam z Konstantym.

Leon otrzymal czesc majatku nazwana Istem II, znacznie mniejsza i z gorszym domem. Natomiast Antonina, wowczas juz wdowa po Wlodzimierzu dostala jeszcze inny folwark nazwany od jej imienia Tolin. Na zagospodarowanie tego wszystkiego nie bylo juz zbyt wiele czasu, bo tylko trzy lata, zanim wybuchla II Wojna Swiatowa, a zaraz po napasci bolszewikow nastapilo aresztowanie Piotra, Leona i Konstantego. Marian i Witek uciekli na Lotwe w obawie przed aresztowaniem lub wcieleniem do sowieckiej armii. W rezultacie, po wielu perypetiach i przezyciach, wraz z Armia gen. Andersa przedostali sie do Anglii, a po zakoñczeniu Wojny wyjechali do Ameryki.

Tymczasem ich matki, Antonina i Felicja(razem z Janka i Danka), a takze Stefania Gajewska z corka Helena Rozyñska i z 3 letnim Krzyskiem zostali wywiezieni na Kazachstan. Nastapilo to 13 kwietnia 1940r , drugim transportem.

Podróz z Glebokiego do Pawlodaru, towarowymi, tzw. bydlecymi, wagonami trwala ponad dwa tygodnie. O glodzie, chlodzie i w paralizujacym strachu.

Nastepny etap podrózy odbywali promem przez Irtysz i dalej ciezarówkami do malego kolchozu polozonego w szczerym stepie.

Wszyscy zostali umiezczeni w chalupach ulepionych z blota i nawozu, pelnych karaluchów, pluskiew i innego paskudztwa. W jednej izbie musialo sie zmiescic 20-30 osób.Spano pokotem na klepisku.

Ostatni etap podrózy odbywali równiez ciezarówkami, do Dzol-Kuduku.

Zeslancy zostali zakwaterowani w niewykoñczonym baraku, którego pierwotnym przeznaczeniem byla obora. Po obu stronach, pod scianami staly prycze. Nie bylo tam ogrzewania wiec jesienia przeniesli sie do "domów". Tam rowniez ciasnota- na jednej pryczy i jednym legowisku musialo sie zmiescic 8 osób, czyli Stefania, Helena, Krzysiek, Janka Bobiatynska(bratowa Bogdana Bobiatyñskiego), Antonina, Felicja i Janka z Danka.Umeblowanie dopelnial piec z glinianych cegiel, w którym palilo sie suszonym krowim nawozem zmieszanym z trzcina.Trzcine kosilo sie na mokradlach nad Irtyszem i robilo sie zapasy na cala zime.

Jadlo sie tyle ile sie ukradlo,a kradlo sie przewaznie w pracy(strozowanie na kolchozowych polach : ziarno na make, kartofle, cebule. Antonina strózowala w dzieñ, a Felicja w nocy. Janka przez pewien czas pilnowala stada baranow. Z kradzionej welny robily chusty na sprzedaz. Danka, chociaz jeszcze niezbyt duza tez pracowala.

Do Polski powrócily pierwszym transportem w 1946 r

Po powrocie do Polski i osiedleniu sie w Gizycku Babcia Fela najpierw pracowala jako kucharka w "knajpie" nalezacej do Bobiatynskich, przy ul. Olsztynskiej(wciaz miesci sie w tym budynku restauracja "Luczanka" -wciaz niezbyt wysokiej kategorii). W tym czasie mieszkala z najstarsza corka przy tej samej ulicy, troche blizej Kanalu Luczanskiego.

Potem, gdy rodzice kupili/dostali z przydzialu maly jednorodzinny poniemiecki domek przy ul. Gen. Bema, zamieszkala z nimi i hodowala wnuczki i prosiaki, gotowala obiady, zaopatrywala spizarnie, szyla nieskomplikowane ubrania(m.in. niesmiertelne pumpy, ktorych nienawidzilam z calego serca). Przewaznie towarzyszylam Babci we wszystkich jej codziennych czynnosciach, ale zdarzalo sie , ze musialam zostac w domu, gdy szla na rynek. Nie byly to czeste przypadki(bylam chora), tym bardziej utkwily mi one w pamieci. Na pocieche otrzymywalam kieliszek do jajek wypelniony rodzynkami(rarytas jak na owczesne czasy) i obietnice, ze zanim zjem rodzynki(nie powinnam sie spieszyc) ona bedzie z powrotem w domu. Niestety nigdy nie udawalo mi sie jesc ich dostatecznie wolno aby obietnica miala szanse spelnienia.

Ktoregos razu, gdy nie poszlam na rynek(nie mam pojecia dlaczego, bo nie bylam ani chora, ani pogoda nie byla brzydka- wprost przeciwnie, dzien byl sloneczny, a mnie rozpierala energia). Z zewnatrz dolatywaly odglosy bawiacych sie gdzies w poblizu dzieciakow, a ja bylam zamknieta w domu i wylaczona ze wszystkich (rzeczywistych lub wyimaginowanych) atrakcji. Nie mogac tego dluzej zniesc, postanowilam wybrac sie na mala przechadzke. Otworzylam okno pokoju i po rusztowaniu po ktorym piely sie winogrona wydostam sie na zewnatrz. Jezeli dobrze pamietam poszlysmy z kolezanka Hanka nad Kanal(czesto chodzilysmy tam z tornistrami aby bawic sie w szkole), ale dalsze wydarzenia, tzn. powrot do domu i to co musialo nastapic pozniej, jakos szczesliwie ulecialy z mej pamieci(oprocz wieczoru, gdy przed polozeniem sie spac odmawialam pacierz, i musialam powtarzac kilkakrotnie za Jaga, ze prosze Boga, zeby nie przychodzily mi wiecej do glowy takie pomysly).

Co jakis czas wybieralalysmy sie z Babcia do Bialegostoku, w odwiedziny do Bobiatynskich. Pamietam kilka wydarzen z takich wypraw(prawdopodobnie z kiku oddzielnych) : wypatrywanie z okna pociagu wiezy Bialego Kosciola, sw. Rocha, wedrowke ulicami od przystanku autobusowego, siedzenie w wysokim dziecinnym krzeselku i koszmar-picie gotowanego mleka z korzuchem(w domu dostawalam zawsze nie gotowane od "zaufanej" krowy pani Ciechanowiczowej), zajadanie surowego drozdzowego ciasta-cymes, a potem bieganie z ustami pelnymi tego ciasta do pokoju, w ktorym lezala chora Dorota(robilo sie jej niedobrze gdy pokazywalam zawartosc ust).

W czasie wolnym Babcia czytala albo ukladala pasjanse. Znala ich sporo, ale miala kilka ulubionych i te ukladale bardzo czesto. Lubila tez grac w "szescdziesiat szesc" gdy tylko napatoczyl sie ktos do towarzystwa. Najczesciej byla to Pani Radomska, ktora mieszkala na ul. A. Struga. Ta sympatyczna kobiecina zmarla na naszym podworku, gdy ktoregos razu przyszla na karty. Chyba byl to wylew.

Babcia czesto opowiadala jak to bylo w czasach jej mlodosci, "za Nikolaja". Wszystko wtedy bylo znacznie lepsze, a ludzie porzadniejsi. Niestety niewiele z tego pamietam, bo smarkate osoby nie przywiazuja wiele wagi do opowiesci babc. Bardzo tego zaluje, ale niestety poniewczasie.

Babcia utrzymywala kontakty towarzyskie z kilkoma sasiadkami:

z p. Letkiewiczowa(ktorej maz byl rybakiem i mozna bylo u niego kupic swieze ryby), p.Andrzejewska i wspomniana juz p. Radomska.

Z innymi spotykala sie przewaznie na gruncie neutralnym, tzn. na ulicy, w kolejce itp, lub "przez plot" z dwiema najblizszymi sasiadkami, p. Kocowa i p. Wieliczkowa.

Po przeprowadzce do Bialegostoku ani razu chyba nie wyszla z mieszkania z wlasnej, nieprzymuszonej woli. Czula sie obco, moze bala sie, ze zabladzi? Zawsze byly jakies nadzwyczajne przeszkody; albo pogoda nieodpowiednia, albo buty za ciasne.

Babcia bardzo cieszyla sie, ze bedzie miala prawnuka/prawnuczke -w tamtych czasach do konca nie byla znana plec majacego sie urodzic dziecka. Niestey nie doczekala tej szczesliwej chwili, zabraklo 4 miesiecy. Zachorowala 13 lipca, a zmarla 14 sierpnia.1978 roku.

Babcia byla bardzo pogodnego usposobienia i miala duze poczucie humoru, wiec czesto w naszym domu rozlegal sie jej serdeczny smiech .[img:107398/P107398_445d7ed334af9:none]

Nie dokonala zadnych bohaterskich czynow, ale samo przetrwanie Kazachstanu majac pod opieka dwie corki, mozna zaliczyc w poczet bohaterstwa. Wykazala sie niezmiernym hartem ducha i poswieceniem aby w tych nieludzkich warunkach utrzymac sie z godnoscia przy zyciu.,


Last Modified: May 6 2006, 10:01 pm

Anna Danuta Stankiewicz
Post #2
Re: Babcia Felicja
Anna Danuta Stankiewicz wrote on May 8 2006, 07:10 am
Podziwiam ludzi, którzy przeżyli I i II Wojnę Światową, znosili głód, biedę oraz wiele upokorzeń i udało im się dożyć sędziwego wieku. To przedwojenny materiał. Nasze pokolenie jest o wiele słabsze.


Jadwiga Szkultecka Pietkiewicz
Post #3
Re: Re: Babcia Felicja
Jadwiga Szkultecka Pietkiewicz wrote on Mar 19 2009, 03:27 am

Chciałabym nawiązać kontakt z p. Bożeną Marią Żuk - Winiecką (moi rodzice też mieszkali w Iście, brat tam się urodził.Jadwiga Pietkiewicz

 




1 to 3 of 3 posts

Navigate Home | Family Tree | Friends | DNA Ancestry | Photos | Journals | Groups | My Profile
More Info Tutorials | News | Learning Center | Resources | About Genebase | Store | Applications | Terms
Get Help Help Center
© 2003 − 2009 Genebase Systems. All Rights Reserved.