Welcome, Sign in   |   Help
Genebase Bionet Builder
Advertisement

100 lat, 100 lat niech zyja nam
 
Currently discussed by 1 Person (Back to Discussion Forum)
Jacek Cieczkiewicz
Post #1
Dr Marian Ciećkiewicz - VI
Jacek Cieczkiewicz wrote on Jan 26 2006, 06:07 am
Maratończyk część VI

Czy prezydent może mi zwrócić opla olimpię?

"... 1 września zbombardowano lotnisko wojskowe i Śródmieście. Następnego dnia zgłosili się w naszym domu oficerowie pułku lotniczego z pytaniem, czy mogliby dostać samochód, bo muszą jechać do Lwowa, żeby kontynuować walkę. Oddałem im nowego opla olimpię..."

- Zaraz, gdzieś tu mam kwit. Słuchaj, a czy prezydent nie mógłby mi teraz oddać samochodu? Nie? To wielka strata.

Z ofiarowaniem opla rzeczywiście przesadził. Już następnego dnia dowiedział się, że jego batalion opuścił miasto i podobnie jak na Wielką Wojnę, pieszo poszedł do Lwowa. Wędrował kilkanaście dni. Na miejscu piwo u "Georgesa". Stacja zborna oficerów. Koledzy lekarze - przydział. Organizacja szpitala w Zbarażu, w klasztorze oo. Bernardynów.

"...W dniu 17 września, była to niedziela, zostałem wezwany na zbiórkę u komendanta szpitala, w związku z przekroczeniem naszej granicy przez wojska sowieckie. Że sytuacja militarna była zła, wiedzieliśmy od generała Sikorskiego, który zatrzymał się w Zbarażu w drodze na zachód kilka dni wcześniej. Nie znaliśmy szczegółów paktu Ribbentrop - Mołotow, nie wiedzieliśmy, w jakim charakterze przybywają Rosjanie. Młodsi koledzy uważali, że należy na natychmiast skierować się na południe, starsi radzili zwlekać z podjęciem decyzji. Na wszelki wypadek poszliśmy na obiad. Kiedy siedzieliśmy w restauracji, z rynku dobiegły nas radosne głosy, to młodzież żydowska witała pierwszego jeźdźca radzieckiego. Natychmiast też wskazano, gdzie siedzą polscy żołnierze. Wyszedłem na ulicę. Rosjanin zażądał, żebym się z nim udał do komendanta..."

Przemarsz Sowietów przez Zbaraż trwał nieustannie. Szpital odwiedził oficer polityczny, następnego dnia personel zwołano na przyklasztorny dziedziniec. Lekarzy ustawiono w dwuszeregu i polecono im oddać broń osobistą. Kiedy rozstali się z belgijskimi browningami 6,55, zauważyli, że są otoczeni. Wokoło stali uzbrojeni żołnierze. Zaprowadzono ich pod strażą do szkoły. Oficer polityczny przeprowadzał rozmowy indywidualne.

"... Ton dialogu był tak jednoznaczny, że zacząłem symulować czerwonkę i zostałem odesłany do szpitala zakaźnego, z którego wkrótce zbiegłem. Miałem Wrażenie, że jeżeli nie podejmę próby ucieczki - zginę w otchłaniach Rosji..." Okazało się, że było jeszcze gorzej. Jego koledzy trafili do Starobielska.

Wystawiając samemu sobie fikcyjne przepustki, pisane po niemiecku, pozdrawiając wartowników, starych austriackich landszturmistów i gawędząc z nimi o Wielkiej Wojnie - pokonał graniczne posterunki.

"... Atmosfera w domu była grobowa, w ubezpieczalni również. Lekarz naczelny zginął w Katyniu, jego pierwszy zastępca w drodze na zachód. Musiałem zapanować nad sytuacją..."

Właśnie był 7 listopada. Na biurku dziadka zadzwonił telefon. Prezes Polskiego Czerwonego Krzyża - Zygmunt Klemensiewicz miał rozedrgany głos. - Gestapo wyraziło zgodę na roztoczenie opieki lekarskiej przez lekarza PCK nad aresztowanymi wczoraj profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego i AGH. Czy Pan się podejmie?

Poszedł na ulicę Pomorską. Mały urzędnik zadał tylko jedno pytanie " Sind Sie kein Jude?" Dziadek rzucił na stół swoją wizytówkę. Wkrótce znalazł się w koszarach przy Mazowieckiej.

"... Pojawił się rektor Lehr Spławiński. Przyszli starsi profesorowie, którzy prosili o zawiadomienie rodzin o ich samopoczuciu, przyniesienie okularów, leków. Chorzy byli prof. Wilkosz i prof. Ciechanowski. Sporządziłem listę zawierającą 20 nazwisk starych, emerytowanych profesorów, a na jej początku umieściłem nazwiska obu chorych. Zaniosłem ją na gestapo, wyjaśniając, że u jednego podejrzewam tyfus, drugi wymaga natychmiastowej operacji. Usłyszałem: - Proszę się więcej nie fatygować z wizytami, bo profesorów już pan tam nie zastanie. Wkrótce dowiedziałem się, że z wyjątkiem dwóch, których wskazałem, wszyscy zostali wywiezieni do obozu. Nigdy nie odpowiem sobie na pytanie, czy trzeba było grać va banque i »znaleźć« kilkunastu chorych, czy wprost przeciwnie - bo wzbudziłoby to podejrzenia Niemców". Po swoich wschodnich i krakowskich doświadczeniach nie miał już wątpliwości, że ta wojna zdecydowanie różni się od poprzednich.

Na szczęście komisarzem ubezpieczalni mianowany został Austriak - Franz Schmidtt. Obaj uczestniczyli w międzynarodowym kongresie w Wiedniu, obaj służyli kiedyś dla Najjaśniejszego Pana. - Dzięki temu - wbrew zaleceniom niemieckiego kierownika Izby Zdrowia - "... zaangażowałem do pracy specjalistów usuniętych z klinik, wysiedlonych ze Śląska, Poznańskiego, Pomorza, także Żydów".

7 marca kierownik Izby Zdrowia dr Kroll zawiadomił szefa służby bezpieczeństwa GG, że "dr Ciećkiewicz jako lekarz naczelny uprawia szowinistyczną politykę personalną. Tolerowanie tego rodzaju postawy wydaje mi się niebezpieczne. Doktor C. Zawdzięcza swoje stanowisko karierze legionowej i powiązaniem z najbardziej szowinistycznymi kołami. Sądzę, że jest wrogiem niemieckich interesów". Dziadek otrzymał odpis pisma od kolegi, parę nocy spał gorzej. Został. I cóż, nie pojechał do Auschwitz. Wyrzucono go tylko z domu, ale to chyba przy innej okazji.

A ubezpieczalnia kwitła! I to w środku wojny! Jej stan finansowy był tak dobry, że kupiła aparaturę radiologiczną, rentgen i kymograf. W Skawinie uruchomiono przedwojenny dom wypoczynkowy dla polskich pracowników, którzy dzięki mięsu z własnej świniami w ciągu turnusu przybywali na wadze od 3 do 5 kg. W Radziszowie powstało sanatorium przeciwgruźlicze. Ponadto - masowo wydawano zaświadczenia zwalniające od wyjazdu do Niemiec. To też była wojna.

Ubezpieczalnia - wysyłając dziadka w misję do walczącej Warszawy - wyposażała ewakuowane ze stolicy szpitale w narzędzia, leki, materiały opatrunkowe. A profesorom udzielała wsparcia finansowego. Ba, warszawiakom przebywającym w krakowskich klinikach, a nawet w domach prywatnych, wypłacano zasiłki chorobowe na konto leżącej w gruzach stołecznej ubezpieczalni. I wszystko to podczas okupacji!


Last Modified: Aug 17 2007, 12:16 am

Navigate Home | Family Tree | Friends | DNA Ancestry | Photos | Journals | Groups | My Profile
More Info Tutorials | News | Learning Center | Resources | About Genebase | Store | Applications | Terms
Get Help Help Center
© 2003 − 2009 Genebase Systems. All Rights Reserved.