|

Post #1
|
Ze wspomnień mojego taty Włodusia Światkowskiego:
Święta Bożego Narodzenia
zawsze w zakładzie przy olbrzymiej choince z prezentami, zawalającymi krzyżak. Pierwsze montaże "mechana"- więc z Kaikiem na podłodze. Pożar szopki wywołany przez młodych Romerów. A te oblewane poniedziałki,gdzie się starliśmy dostać do Linki, przybranej córki cioci Maryni, aby ją oblać. I jak nas przy tym oblewano. Niesamowite wyczyny piekarnicze Busi Jarockiej. W swoim pokoju miała łóżko jak konfesjonał, z poduszkami pod sufit i pierzyną. Łóżko to specjalnie ścieliło się tak, że pierzyna była na samej górze, zupełnie wyrównana, przykryta prześcieradłem z szafy. Dzieci były wyrzucane z kuchni i pokoju Busi, a ta ze służbą wyczyniała tam cuda. Takie różne babki piekły się w zwyczajnych garnkach z których były wytrząsane, właśnie na pierzynę, bo gdy się wytrząsało na twarde to babka się mogła zapaść, a to już była katastrofa.
|
|
|