|
Sort
Time
Category
|
|
WROCILAM I ZYJE :)
From: Anna Stachowska |
Created: Aug 31 2006, 04:54 am
| Updated: Aug 31, 2006
Oj dawno mnie tu nie było :-( ... az wstyd. Tak jak obiecalam Ani musze się wytlumaczyc. I wcale nie będę uciekac w to ze lato rozleniwia i ze cieplo ... i na plazy brzuchem do gory lezalam bo minelabym się z prawda. Fakt, było lato, było nawet baaardzo cieplo (i szkoda ze nie jest nadal, choc narzekac nie mogę bo w Sopocie dzis piekne sloneczko) ale na plazy lezalam moze dwa razy (tak to jest jak do plazy sie ma jakies 5 minut piechotka). Przelom czerwca i lipca stal pod znakiem przygotowywania się do III Ogolnopolskiego Splywu Genealogow BRDA 2006. Zarówno przygotowywalam się jak i wraz z dwojka pozostalych organizatorow dopinalismy caly splyw na ostatni guzik. Moje przygotowania oznaczaly glownie zakupy, tych mniejszych i tych wiekszych rzeczy .... które wydawaly się być niezbedne. Najwieksza z nich ... był namiot. Checia kupna namiotu zapalalam już duzo wczesniej ... jadnak jak to zwykle ja, nie moglam się na nic zdecydowac. W koncu okazlo się ze do splywu pozostal tydzien a ja jestem bez namiotu. Pojechalam wiec do Geanta „zobaczyc co maja†tyle ze na glowna hale nie doszlam bo akurat była przecena w sklepie GO Sport :-). Namiot kupilam (i co z tego ze czerwony?! J)) ), po kilkukrotnym uzytkowaniu dostrzeglam pewne niewielkie wady ale co najwazniejsze znam już tez jego zalety z których cztery najwazniejsze to: jest duuuzy, wazy raptem 4kg, nie przecieka w czasie ulewy i ma podloge w przedsionku!!! Z tymze namiotem wybralam się na splyw ... jeszcze przyjdzie czas na posplywowe wspomnienia tu na Genebase. Powiem tylko krotko: było super! A po splywie było jeszcze bardziej SUPER! Wtajemniczeni wiedza dlaczego ... niewtajemniczeni dowiedza się zapewne w swoim czasie ;-) ... w kazdym razie, jeszcze w lipcu POJECHALISMY na kolejny wakacyjny wypad ... tym razem do domku na wies. W sumie nie powinnam okreslic tego jako „domek na wsi†bo do wsi było daleeeeeko a domek stoi w samym srodku lasu ... do tego blisko do jeziora ... ahhhh jak było cudownie! Tuz po powrocie czekal mnie kolejny wyjazd ...na kolejny splyw ... tym razem orgaznizowany przez Asie, w kameralnym gronie na Wdzie. Było jak to zwykle na splywach bywa ... fantastycznie ... i z przygodami o których tez będzie jeszcze czas opowiedziec. W koncu na dobre wrocilam i nadszedl czas ponadrabiac zaleglosci we wszystkim. A jest w czym. O porzadkach domowych czy robieniu przetworow nawet nie będę wspominac. Co do genealogii to mam co robic. Pomiedzy wyjazdami wakacyjnymi indeksowalam ksiegi meldunkowe Kozmina ... a wlasciwie nadal indeksuje bo tego jest baaaardzo duzo. Pozostal mi miesiac co oznacza ze jeśli nie będę robic dwoch domow dziennie (a w kazdym mieszkalo od kilkunastu do nawet 200 osob na przestrzeni 50 lat) to się nie wyrobie. Tak wiec za kazdym raziem kiedy siadalam i już mialam napisac cos na genebase nachodzilo mnie to uczucie „nie wyrobie się†i postanawialam ze jak tylko zindeksuje co mam na dzis, to cos skrobne na GB ... tyle ze jak już skonczylam to było tak pozno ze marzylam jedynie o spaniu. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pewna praca o ktorej już być może czytaliscie ... a jak ktos nie czytal to zapraszam do lektury:
[url=http://www.genealogia.plisz.futuro.pl/kopernik.html]kopernik[/url]
Podsumowujac: zyje, wrocilam, jestem bardzo szczesliwa, dosc zapracowana (ale to fajnie) i zapowiadam regluarne wizyty na GB ... pisanie tez zapowiadam choc może troszke mniej regularne ;-). Buziaki i pozdrowionka dla wszystkich Przyjaciol!
Ania
|
|
Morze w szarosciach i fioletach
From: Anna Stachowska |
Created: Jun 17 2006, 07:05 am
| Updated: Jun 17, 2006
Niektorzy juz wiedza ze ostatnio zaczelam sie mocno usportawiac :-). Kondycja po zimie byla fatalna a i kilogramow przybylo. Tak wiec od lutego mocno sie za siebie wzielam. Cwiecze ostro a jak pogoda pozwala, to wsiadam na rower i robie sobie wycieczki po okolicznych lasach no i nad morzem tez. Przed wczoraj mimo iz pogoda najlepsza nie byla wybralam sie nad morze. Nie byla to jakas wielka wyprawa, bo ode mnie z domu na plaze, rowerkiem jade ok 2 minuty, jednak piekna nadmorska trasa rowerowa ciagnie sie prawie od Gdyni (ciekawe kiedy w koncu polacza trase z gdynskim odcinkiem) przez Sopot do Gdanska. Wiatr byl koszmarny, niebo szaro-bure, sprawialo wrazenie, ze za chwile lunie deszcz. Ja jak zwykle, zaopatrzona bylam w aparat fotograficzny. Ze zdziwieniem stwierdzilam, ze pomomo fatalnej pogody, spacerowiczow i rowerzystow byla na trasie cala masa. Ha! Kilka osob nawet sie kapalo brrrrrrrr. Na moich zdjeciach nie widac tej masy ludzi :-). W kazdym razie, postanowilam pokazac Wam jak wygladalo nasze morze w Boze Cialo. Kolorystyka niesamowita ... nawet nie wiem czy zdjecia to oddadza ... momentami szare morze przechodzilo w gleboki fioletowy kolor. Czasem tesknie za lazurem morz poludniowych a jednak ten nasz Baltyk tez ma swoj urok! W koncu tak szaro-fioletowego morza nie spotkalam nigdzie indziej :)))) Molo na zdjeciach nie jest molem sopockim. To jest molo w Gdansku-Brzeznie, troche krotsze ale rownie piekne jak sopockie. No a jakby ktos nie wiedzial jak molo wyglada od spodu to na zdjeciach moze sie przekonac :)
[img:187336/P187336_4493ee5614d1f:left] [img:187336/P187336_4493ee55dd038:left] [img:187336/P187336_4493ee55b4f8f:left] [img:187336/P187336_4493ee558de8a:left] [img:187336/P187336_4493ee5560021:left] [img:187336/P187336_4493e9dfbfa35:left] [img:187336/P187336_4493e9dfed8ae:left] [img:187336/P187336_4493e9e023651:left] [img:187336/P187336_4493e9e04b6fe:left] [img:187336/P187336_4493e9e072804:left] [img:187336/P187336_4493e9e09a8a8:left] [img:187336/P187336_4493e2adea4b9:left] [img:187336/P187336_4493e2ae2dd24:left] [img:187336/P187336_4493e2ae56d6d:left] [img:187336/P187336_4493e2ae7fdb4:left] [img:187336/P187336_4493e2aea8dfb:left] [img:187336/P187336_4493e2aecff0b:left] [img:187336/P187336_4493e196673d8:left] [img:187336/P187336_4493e1969429f:left] [img:187336/P187336_4493e196bd2e7:left] [img:187336/P187336_4493e196e344e:left] [img:187336/P187336_4493e1971a192:left] [img:187336/P187336_4493e19741299:left]
|
|
Moje wiersze
From: Anna Stachowska |
Created: May 9 2006, 04:30 am
| Updated: May 9, 2006
Kochani! Rozne wydarzenia w moim zyciu sprawily, ze nagle poczulam chec i potrzebe podzielenia sie z Wami moja "radosna" (i mniej radosna) tworczoscia sprzed kilku lat. Od dawna juz nie pisalam, te wiersze ktore co jakis czas tu powrzucam powstaly jak jeszcze bylam w liceum i potem na studiach ... byc moze teraz przyszedl czas bym znow zaczela pisac ... zobaczymy. Na razie jednak to co powstalo kiedys choc i teraz bywa bardzo aktualne...
TY
Jesteś jak bańka mydlana, która pęka, gdy się ją dotknie. Takim właśnie jesteś dla mnie. Nie mogę cię dotknąć, bo umrzesz ... ... umrzesz dla mnie.
Wiem, że Cię tracę, Twoja dusza oddala się od mojej. Jest w innym świecie, Do którego wejścia pilnuje Twoje nieprzejednane serce.
Teraz już nawet znikasz mym oczom. Tylko w nocy, czarna cisza przywraca mi Ciebie, by Cię ode mnie oderwać wraz z pierwszym jasnym promieniem nadziei rzuconym w mą stronę.
Sopot dn. 20.01.1999
"OKRUCH UGODY"
Jest jakaś siła, która pcha mnie ku Tobie Wbrew wszelkim zasadom moralnego porządku. Chwila jest tylko chwilą A wieczność wiecznością, To coś co mamy i czego nam brak.
Odchodzisz... Nawet przez moment nie byliśmy dla siebie. Zanurzasz się w wieczności. Ta wieczność, ten nieskończony czas Pozwala mi sądzić, wierzyć, pragnąć, czekać, być pewną, że kiedyś powiem iż choć przez moment byliśmy dla siebie.
Sopot 13.08.1999
Wszystko czego chcę, to tylko widzieć. Patrzeć w morze, patrzeć w słońce i nie porazić oczu. Wszystko czego chcę, to tylko patrzeć ... na Ciebie. Patrzeć i pamiętać...
Toruń 17.04.1999
Nikomu się nie przyznam, dochowam tajemnicy, byś został mój, tylko mój. Tak Cię ochronię, kochany, Tak, jakbyś tu był, otoczę ramionami jak sercem. Nie zdradzę, nic nie powiem. Zamknę Twój obraz w ramkę i słońcem otoczę I wpatrywać się będę i radować, aż tak!
Torun 18.06.1999
Czymś pośrednim jestem, między bytem a niebytem, między istnieniem a nicością, między tym co ma sens, a tym co jest bez sensu.
To tak, jakby wejść do własnego wnętrza i oglądać życie od środka, życie, które gaśnie i znów zapala się, popychane drobną choć iskierką nadziei.
Jestem więc w środku, oglądam ten teatr istnienia w niebycie i wiem, że to, co najpiękniejsze i najtragiczniejsze jeszcze przede mną
Sopot 2000r.
c.d.n.....
|
|
Szymon Żłobiński
From: Anna Stachowska |
Created: May 7 2006, 01:30 am
| Updated: May 7, 2006
Koło Ostroga na Wołyniu, mieszkała od wieków rodzina Żłobińskich. W XVII wieku była to już szlachta zaściankowa. Nieznany mi z imienia szlachcic Żłobiński, zwany Walecznym (ponoć nie było wojny do której by się ochotniczo nie zgłosił by bronić Polski), miał 4 synów i 3 córki. Najstarszy syn, Szymon, pełnił w rodzinie przywódczą rolę. Natura obdarzyła go niepospolitą siłą i wysokim wzrostem, doskonale władał szpadą i w okolicy był mistrzem w strzelaniu z łuku. W tym samym czasie, nad Europą zawisło tureckie niebezpieczeństwo. W okolicach Ostroga, porucznik Zygmunt Zbierzchowski rozpoczął zaciąg do chorągwi husarskiej. Miał Zbierzchowski duże poparcie w okolicy i cieszył się sławą walecznego dowódcy. Jego chorągiew cieszyła się ponoć dużymi względami Jana III Sobieskiego i zaliczana była do przybocznej straży króla. Do Ostroga, na punkt zborny zgłosiło się ponad 300 ochotników, z których połowa jedynie miała szansę być przyjęta. Zgłosił się oczywiście Szymon Żłobiński. Pomyślnie przeszedł egzamin. W zapasach siłowych został najsilniejszym rycerzem chorągwi i został zaliczony do jej czołówki. Chorągiew Zbierzchowsiego brała udział w Kampanii Wiedeńskiej. 12 września 1683 roku, po zdobyciu dogodnych pozycji (tu ważną i decydującą rolę odegrała polska piechota), król Sobieski dał rozkaz uderzenia wielotysięcznym oddziałom konnicy, na których czele ruszyła chorągiew husarska pod dowództwem porucznika Zbierzchowskiego. wtedy to bystre oko króla, wypatrzyło na przedzie chorągwi szalonego rycerza, który swą walecznością torował drogę reszcie chorągwi. Po wygranej bitwie, król wyróżnił owego rycerza, wpisując go na listę tych, którzy otrzymają materialną nagrodę za swą waleczność (rycerz ten nazywał się Szymon Żłobiński), wydał ponadto rozkaz, że ta chorągiew ma pełnić jego przyboczną straż w dalszym toku wojny. Szymon Żłobiński odegrał także ważną rolę pod Parkanami, kiedy to w szyki polskiej kawalerii, w niedalekiej odległości od króla, przełamało 5 jeźdźców tureckich, kierując się wprost na Sobieskiego. Dostrzegł to Żłobiński, "dopadł" Turków i w walce odniósł całkowite zwycięztwo. Bohaterstwo Szymona zauważył osobiście król Jan, dziękując mu po bitwie za olbrzymią waleczność i poświęcenie w obronie króla. 10 listopada 1683 roku, podczas zdobywania miasta Seczany, Szymon został poważnie ranny i dodatkowo zapadł na czerwonkę, przez co musiał pozostać i leczyć się na zamku w Lubowli. Do Polski powrócił wiosną 1684 roku, mimo iż jeszcze nie wydobrzał od poniesionych ran. Właścicielami wsi Laski i kilku okolicznych folwarków, byli wtedy Ojcowie Paulini z Częstochowy, którzy pomagali królowi w wyposażeniu armii na odsiecz Wiednia. Bohaterski ryberz, Szymon Żłobiński, za zasługi pod Wiedniem, otrzymał ziemię w północno-zachodniej części wsi Laski oraz kilka przywilejów. Był jednak warunek, który musiał spełnić Żłobiński i jego potomkowie, ziemie które otrzymał, nie mogły ulec rozdrobnieniu, zawsze miały być dziedziczone przez najstarszego syna w każdym pokoleniu. Szymon osiedlił się w Laskach około 1685 roku, tworząc wraz z żoną Anną najstarszą linię rodową na terenie gminy Trzcinica. Jednocześnie, uważano go za protegowanego króla Jana, dlatego też szybko uzyskał w okolicy pozycję lidera. Najstarszy syn Szymona i Anny otrzymał imię Jan z wdzięczności dla króla Jana III Sobieskiego. Przed II Wojną Światową, proboszcz Trzcinicy, ksiądz Wiktor Falkowski, pracował nad biografią rodu Żłobińskich. Wyniki tych badań zniszczyło gestapo, podczas aresztowania księdza 6 października 1941 roku. Ksiądz Falkowski został zamordowany w Dachau 4 maja 1942 roku. Powyższą opowieść przytoczył pan Edmund Sroka w swej książce "Trzcinica w 875-leciu". Dane o Szymonie ustalił na podstawie ustnych przekazów księdza Falkowskiego, który informował o tym wszystkich członków licznego rodu Żłobińskich. Na ile ta historia jest ubarwiona, a na ile prawdziwa, trudno mi w tej chwili powiedzieć ... jednak jest na tyle piękna, że postanowiłam ją tu Wam przytoczyć. Muszę przyznać, że jestem bardzo dumna, gdyż szymon Żłobiński był też i moim przodkiem. Mój prapradziadek Josephus Schaar, był synem Wilhelma Schaar i Cathariny Wienzien. Catharina była córką Paulusa Wienznia i Agathy Kolarskiej. Agatha była córką Thomasa Kolarskiego i Cathariny Nawroth. Urodzony 7 maca 1784 roku Thomas Kolarski, był synem Paulusa Kolarskiego i Agnes Żłobińskiej. Staram się teraz sprawdzić czy Agnes była wnuczką czy też prawnuczką Szymona. Na razie odnalazłam dwie daty urodzenia Agnieszki Żłobińskiej. Jedna to 3 stycznia 1762 roku a druga to rok 1757. W obu przypadkach ojcem jest Michał Żłobiński, jednak różnią się imiona matek. w roku 1757 jest nią Catharina a w roku 1762 imię matki to Zophia. Na ślad pary Michał i Zophia Żłobińscy natrafiłam już w roku 1748. Być może coś wyjaśni mi dokument ślubu Pawła Kolarskiego i Agnieszki Żłobińskiej. Przypuszczalnie nie znajdę ślubu jej rodziców i raczej mało prawdopodobne jest to, że doszukam się urodzenia jej ojca, gdyż księgi ślubów zachowały się od roku 1760 a księgi chrztów od 1740. Liczę na inne, pozametrykalne dokumenty zachowane w Archiwum Państwowym i w Archiwum Diecezjalnym .... chyba będzie mnie czekać wyprawa do Poznania i Kalisza :-) I jeszcze jedno, gdyby nie moja kochana kuzynka Małgosia, to nie miałabym możliwości dotarcia do większości danych z Trzcinicy. Małgosiu! Przeogromnie Ci dziękuję i jestem dozgonnie wdzięczna!!! Ogrooooomny buziak dziękczynny ( i za tą chłopską częśc mojej rodziny z Trzcinicy, z których to przodków równiez jestem bardzo dumna i za tą jedną szlachecką drobinkę wśród moich antenatów ;-) )!!!
|
|
Brda
From: Anna Stachowska |
Created: Apr 24 2006, 09:49 am
| Updated: Apr 24, 2006
W miniona sobote wybralismy sie na tzw. objazd trasy tegorocznego splywu kajakowego genealogow. Pozostajac pod ogromnym urokiem rzeki Brda i okolicznych lasow a przede wszystkim niezwyklej kolorystyki tych miejsc postanowilam podzielic sie z wami kilkoma fotkami :)
[img:187336/P187336_444cfe8120c9c:none] [img:187336/P187336_444cfe816eeaa:none] [img:187336/P187336_444cfe81a78f7:none] [img:187336/P187336_444cfe81d2885:none] [img:187336/P187336_444cfe820f38b:none] [img:187336/P187336_444cfe82383d1:none] [img:187336/P187336_444cfc66d644b:none] [img:187336/P187336_444cfc6713f17:none] [img:187336/P187336_444cfc6745beb:none] [img:187336/P187336_444cfc678344f:none] [img:187336/P187336_444cfc67b60ce:none] [img:187336/P187336_444cfc67e3f36:none] [img:187336/P187336_444cfa57d159c:none] [img:187336/P187336_444cfa580a21d:none] [img:187336/P187336_444cfa58322c7:none] [img:187336/P187336_444cfa585b30d:none] [img:187336/P187336_444cfa5884368:none] [img:187336/P187336_444cfa58ad39e:none] [img:187336/P187336_444cf8db11986:none] [img:187336/P187336_444cf8db4171e:none] [img:187336/P187336_444cf8db6a765:none] [img:187336/P187336_444cf8db908d8:none] [img:187336/P187336_444cf8dbbc7f9:none] [img:187336/P187336_444cf8dbeb609:none] [img:187336/P187336_444cf75359623:none] [img:187336/P187336_444cf75387496:none] [img:187336/P187336_444cf753b04d7:none] [img:187336/P187336_444cf753d9520:none] [img:187336/P187336_444cf75413141:none] [img:187336/P187336_444cf7543d12a:none]
|
|
Morale panien bienkowickich :)
Od dluzszego juz czasu indeksuje ksiegi metrykalne z Bienkowic (to ta parafia gdzie mam wspolnych przodkow z Malgosia). Teraz "na tapecie" mam najstarsze zachowane chrzty czyli od 1683 roku! Nie musze wam mowic, jak wiele ciekawych informacji zawieraja te wpisy. Niektore sa calkowicie napisane po polsku, co swiadczy o tym ze pod Raciborzem mowiono wtedy wlasnie po polsku. No ale nie o tym chcialam pisac. Kilka dni temu znalazlam ciekawy artykul w sieci, opowiadal on o rodzinie pewnego kowala z Bienkowic. Jest tam miedzy innymi napisane ze wieczorem 23 sierpnia 1683 roku przybyly w te okolice wojska Sobieskiego (oczywiscie szli "na" Wieden). Przewaznie przemarsz wojsk oznaczal wzrost nieslubnych dzieci po dziewieciu miesiacach :) Tymczasem w Bienkowicach i Bojanowie tak nie bylo (przynajmniej wtedy w 1683 roku). te dziewiec miesiecy "po" przypada na maj 1684 roku. Ilosc chrzczonych dzieci jest podobna jak i w innych miesiacach na przestrzeni lat 1683-1685. Mamy tez jedynie dwoje dzieci nieslubnych. Jedno to najprzypuszczalniej znajda, bo nie podano rodzicow a jedynie miejsce odnalezienia dziecka. Drugie to Helena, niestety nie znamy nazwiska jej matki. O matce Heleny napisano tylko: Anna ktora w ktora w karczmie bojanowskiej sluzela. Dzieci te urodzily sie w marcu i kwietniu 1684 roku. Jest jeszcze jedno nieslubne dziecko ale ono przyszlo na swiat w lutym 1684 wiec przypuszczalnie nie bylo efektem przemarszu wojsk :). Z tego wynika ze bienkowickie i bojanowskie panny pod koniec XVII wieku prowadzily sie bardzo przyzwoicie :)
|
|
O moich poszukiwaniach Paula Wieczorka, ktory jako zakonnik wyjechal na misje do Afryki juz pisalam. Brakuje mi zupelnie pomyslow gdzie jeszcze go szukac. Obdzwonilam chyba wszystkie domy zakonne, ktore prowadzily swa dzialalnosc na Slasku w XIX wieku. Nic, zero, zupelna pustka ... a przeciez musial pozostac jakis slad. U mnie w rodzinie kazdy wie ze ktos taki istnial ale nikt nie umie podac szczegolow. Gdzies dzwoni ale nikt nie wie gdzie.
Kolejnym czlonkiem rodziny, ktory wyjechal do Afryki byl Wilhelm Plisch, brat mojej prababki Anny. Podobno Wilhelm byl inzynierem budowy drog i mostow i te mosty i drogi wyjechal budowac najpierw w Kamerunie a pozniej w Niemieckiej Sud-West Afrike, czyli dzisiejszej Namibii. Nie wiem kiedy dokladnie wyjechal. Urodzil sie w Bojanowie w 1877 roku, sadze ze wyjezdzajac musial miec minimum 20 lat (choc chyba wtedy dopiero wyjechal na studia do Niemiec a potem dopiero do Afryki). Mam kilka jego zdjec i jedno tu wrzucam. [img:187336/P187336_44074c65002d3:left]Wujek Wilhelm to ten siedzacy po srodku pan w kapeluszu.
Trudno tez okreslic date jego zgonu. Wiemy ze zostal zabity przez Zulusow z plemienia Herrero podczas ich powstania przeciw Niemcom. Te powstania mialy miejsce na przelomie XIX i XX wieku, jedno z najkrwawszych bylo w 1903. Datuje zgon Wilhelma na lata 1903-1910. Moja prababka opowiadala ze Wilhelm jej sie snil, jak idzie droga w Rybniku, gdzie mieszkali jego rodzice. Wkrotce po tym snie nadeszla wiadomosc o jego smierci. Prababka mowila ze byla wtedy w pologu i ze na dworze bylo cieplo. Moglbyc to wiec rok 1903 lub 1905, bo tylko Ryszard i Jozef Wieczorkowie urodzili sie w "cieplych miesiacach" (Ryszard w lipcu 1903 a Jozef we wrzesniu 1905). W kazdym razie, po smierci Wilhelma jego rzeczy zostaly przeslane do Rybnika, do rodzicow. Jeszcze ja pamietam piekny rzezbiony kufel do piwa, ktory jakies pietnascie lat temu jeden z moich wujkow sprzedal na Jarmarku Dominikanskim, w przyplywie naglej optrzeby zakupu "czegos tam". Do dzis mu tego nie moge darowac ... no ale co ja wtedy moglam ... mialam kilka latek zaledwie. Z reszta opprostu wyniosl ten kufel z domu i reszta rodziny dowiedziala sie po fakcie :( Wracajac do Wilhelma ... podobno w jednej z niemieckich gazet przed I WOjna Swiatowa bylo zdjecie pomnika ktory zostal wystawiony w Namibii na czesc wujka. Niestety ta gazeta zaginela podczas II Wojny Swiatowej. Zastanawiam sie w ktorym niemieckim archiwum moge szukac dokumentu zgonu Wilhelma Plisch ... macie jakis pomysl?
Kolejny czlonek rodziny, ktorego losy rzucily do Afryki to Wladyslaw Wieczorek, brat mojej babci. To bardzo ciekawa postac a jego zyciorys nadawalby sie na scenariusz filmowy. Mysle ze jemu nalezy w calosci poswiecic kolejny rozdzial tego blogu wiec .... o nim nastepnym razem.
Gdzie jeszcze los rzucal moja rodzinke? Prawie wszytkich rzucilo do Westfalii na poczatku XX wieku. Wyjechala tam "za chlebem" w zasadzie cala moja rodzina ze strony dziadka macierzystego i dziadka ojczystego. Obaj moi dziadkowie urozili sie w Niemczech, jeden w Essen (niedawno, dzieki uprzejmosci kolezanki z genpolu, Moniki, otrzymalam dokumenty chrztow, zgonow i slubow mojej rodziny z Essen, w tym slub pradziadkow i chrzest dziadka), a drugi w Horsth am Emscher, obecnie jest to dzielnica Genselkirchen. Pozniej wrocili do kraju prawie wszyscy. Mowie prawie bo pozostal w Niemczesch Thomas Stachowski, brat pradziadka. Mowi sie w rodzinie, ze byl nauczycielem lub nawet profesorem w Kolonii ... ciagle szukam sladow jego potomkow.
Oczywistym jest ze zawierucha wojenna powoduje rozpraszanie sie rodzin. To gdzie walczyli to znow material na kolejna opowiesc. Fakt jest taki, ze wskutek II Wojny Swiatowej czesc rodziny wyladowala w Zurichu, inna czesc w Berlinie, jeden z wujkow zginal w Swierdlowsku ... no ale to juz inna bajka.
P.S. Nie powinnam tez zapomniec o wujku Alojzym Holonie, ktory podzas I Wojny Swiatowej kilka miesiecy spedzil w japonskiej niewoli ( ta sprawa tez mnie nurtuje. Czy ktos moze cos blizej mi opowiedziec o Japonczykach w I Wojnie Swiatowej???)
papa, do jutra ... a jutro bedzie niesamowita historia zycia wujka Wladyslawa (bedzie i o walce zbrojnej, i o romansach a nawet o szpigostwie hihi)
|
|
Dzisiaj na dluzej przysiadlam przy GB. Zaczelam przegladac strony przyjaciol i przyjaciol moich przyjaciol :). U Joli trafilam na cos co mnie zainspirowalo. Otoz Jola opisala jak jej rodzina emigrowala po swiecie. Natchnelo mnie to do podobnych przemyslen, tym bardziej ze mam w rodzinie kilka "ciekawych przypadkow".
Pierwszy udokumentowany przypadek emigracji w mojej rodzinie zdarzyl sie w latach 40tych XIX wieku. :)[img:187336/P187336_4407464490bf1:left]Michael Skupniewicz byl bratankiem mojego prapraprapradziadka Macieja Skupniewicza. Pewnie nikt z nad nie dowiedzialby sie o tym ze Michael wyjechal do Stanow gdyby nie pewien tajemniczy list. Historia ta zostala przytoczona w "Pani Domu" no ale niestety redaktor zmienil moje slowa a nie mialam juz sily z nim walczyc. Wrocmy do tajemniczego listu. W latach siedemdziesiatych XX wieku, kuzyn mojego dziadka, Leon Skupniewicz otrzymal list. List przyszedl z USA, niestety nie bylo nadawcy. Wlasciwie trudno powiedziec, ze byl to list. W srodku znajdowal sie jedynie artykul z gazety wydanej w Milwaukee. Skan calosci zamieszczam, zebyscie mogli poznac tresc. Wszystko co wiem o Michaelu pochodzi wlasnie z tego tekstu. Probowalam odnalezc jego potomkow. Mailowalam nawet z kolejnym Michaelem Skupniewiczem, obecnie mieszkajacym na Alasce. Niestety nie byl on zbytnio zainteresowany historia rodziny i kontakt sie urwal. Jedyne co mi powiedzial, to ze w jego rodzinnym domu zachowala sie jeszcze jakas serwetka czy tez pieluszka, ktora ponoc przodek przywiozl z kraju ojczystego, a na niej widnieja inicjaly M.S. W Stanach Skupniewiczow jest dosc sporo. Przypuszczlnie Michael sciagnal tam klkoro swojego rodzenstwa (jego ojciec mial 4 zony i 19 dzieci). Wiem tez, ze do USA wyjechalo kuzynostwo mojego prapradziadka, jednak oni osiedlili sie w okolicach Chicago i nie sadze aby mieli jakikolwiek kontakt z rodzina Michaela. Na Ellis Island znalazlam informacje o dwojce Skupniewiczow, ktorzy wyjechali na pocz. XX wieku. Zadziwila mnie miejscowosc. "Moi" Skupniewiczowie pochodza z Kozmina a tamci byli z Radziejowa. Przeszukujac nasza rodzima ksiazke telefoniczna znalazlam Skupniewiczow z tamtych rejonow. Na razie nie znalezlizmy pokrewienstwa, choc zarazilam ich bakcylem genealogicznym i zrobili swoje drzewko az do polowy XVIII wieku! Sadze ze jeszcze jedno pokolenie wstecz i dojdziemy do tego ze jestesmy rodzina. W kazdym razie wyjasnilam sprawe Skupniewiczow w bazie Ellis Island. Tam podano ze wyjechal Andrzej i Zofia. Tymczasem okazalo sie ze nie jest to prawda! Owszem Zofia pojechala i chyba nawet tam sie osiedlila, jednak zamiast Andrzeja pojechal jego brat wincenty! Chcac uniknac poboru do armii naszego "kochanego" zaborcy podal sie za brata i wyjechal do Stanow. Fajny sposob no nie hehe? W kazdym razi Wincenty wrocil pozniej do Polski, zalozyl tu rodzine i jego potomkami mam kontakt.
Skupniewiczowie sa tez na poludniu Polski. Zupelnie nie moge znalezc z nimi wspolnego przodka, choc jak sadze caly rod Skupniewiczow wywodzi sie wlasnie z okolic Przemysla. Od nich tez kilkoro wyjechalo do USA. Jeden z "tamtych" Skupniewiczow opowiadal mi, ze on czy tez jego ojciec (dokladnie juz nie pamietam) byl w Stanach w latach siedemdziesiatych. Przeczytal w gazecie ogloszenie o slubie jakiejs Skupniewiczowny. Bylo tam napisane, ze ojcice panny mlodej zaprasza wszystkich o nazwisku Skupniewicz na to wesele. Oczywiscie trzeba bylo zaplacic "wejsciowke" :))). W kazdym razie ten pan tam poszedl, mowli ze bylo mnostwo ludzi i wiekszosc nosila nazwisko Skupniewicz lub Skupniewitz. Niestety nie umial mi juz podac zadnych szczegolow.
Z Ameryka jest tez zwiazana rodzina Stachowskich. Brat mojego praprapradziadka, Michal Stachowski wyemigrowal osiedlil sie w Trenton - tak przynajmniej mowi moja rodzina. Jeszcze w okresie miedzywojennym podobno byl z nim kontakt. W rodzinie mowi sie ze przyslal KONIA!!!!!! Cos mi sie w to wierzyc nie chce :))) Podejrzewam ze byc moze przyslal w prezencie pieniadze za ktore rodzina kupila konia :). Szukam i szukam i nie moge natrafic na slad potomkow Michala Stachowskiego. Natrafilam w amerykanskiej ksiazce telefonicznej na numer tel Stachowskich w Trenton k. Nowego Yorku ... no ale ciut ciezko mi dzwonic z Polski do USA :((((((
Tak to moja rodzina emigrowala na kontynent amerykanski .... za chwile bedzie czesc kolejna o emigracji na inny kontynent
|
|
Jestem poirytowana!!!
Wczoraj usilowalam na GB "przerobic: Malgosie z "friend" na "family". W efekcie najpierw przypadkowo zrobilam z niej swojego przodka a potem jeszcze sprawilam ze w moim drzewku wystepowala jako zmarla!!! Kolejnym etapem byla proba "ozywienia" Malgosi!. Tu juz wspolnie z nia kombinowalysmy. Okazalo sie, ze jedyny sposob na "ozywienie" to kompletne wywalenie jej z mojego drzewka i dodanie na nowo. No i ok wywalilam, i chcialam dodac jako corke Jozefa Nowaczyka i tu kolejny problem, bo na to by ja dodac musze miec zgode jej ojca. CHORE TO JEST. Ok tak wiec na razie Malgosia pozostaje na moim drzewku sama, bez rodzicow i bez zadnego innego polaczenia. Pewnie jak bede chciala dodac jej dzieci to tez sie okaze ze musze ja o zgode zapytac ... no ale z tym chyba problemu nie bedzie.
W kazdym razie kombinowalysmy dalej. Chcialysmy polaczyc nasze drzewka zeby wystepowac u siebie jako "family". Okazuje sie ze nie mozna!!!! Owszem mozna przylaczyc jako rodzine osobe ktora nie jest uzytkownikiem GB i wtedy taka osoba zaklada konto na GB i juz jest jako family. Tyle ze, Malgosia konto juz miala. Poczytalam troszke tutaj forum pomocy z ktorego sie dowiedzialam, ze nie mozna przylaczyc jako rodzina juz zarejestrowanego uzytkownika GB. BUUUUUUUUUUUUUU
Chcialam pozapraszac innych moich kuzynow i kuzynki ale w tej sytuacji chyba poczekam jeszcze troche. Ponoc juz w marcu bedzie mozna importowac GEDCOM do GB. Boje sie ze znow nie bede mogla "uzytkownikow rodzinnych" poukladac na moim drzewku wiec lepiej z zaproszeniami poczekam i zrobi to juz po zaimportowaniu GEDCOMU.
Swoja droga mocno pracuje wlasnie nad drzewkiem w PAFie, potem wyeksportuje je do GEDCOMU. Na razie drzewko liczy 1600 osob a "wsadzilam" dopiero rodzine prababki macierzystej i polowe rodziny pradziadka macierzystego. Z tego widac ze nawet polowy jeszcze nie mam ... no ale o rodzinie mojego taty wiem niewiele (akta parafii Pawlowice niestety narazie sa dla mnie nie dostepne bo AA w Poznaniu nawet chyba w 2007 nie zostanie otwarte). Tak licze ze powinnam miec w drzewku ok 2500 osob i mam cicha nadzieje, ze wprowadze ich wszystkich do konca tego tygodnia.
A jak liczne sa wasze drzewka?
|
|
Jacek powiedzial, ze mam sie chwalic i Malgosia tez to potwierdzila tak wiec, jak zwykle im posluszna ... chwale sie :-))))))[img:187336/P187336_4405da58f24ba:none]
|

|
|