Dziadek pracował „na kiszarni”. Nigdy nie wnikałem co to właściwie za firma była. Dopiero z listu z podziękowaniami za długoletnią pracę, który otrzymał w chwili przechodzenia na emeryturę dowiedziałem się, że była to Wojewódzka Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska w Siedlcach. Przepracował tam 25 lat. Zdaje się, że przez te lata nazwa tego przedsiębiorstwa zmieniała się kilkukrotnie.
Kiszarnia mieściła się niedaleko domu Dziadków – trzeba było tylko przejść przez ogrody przyklasztorne i otaczające je łąki. Te łąki i przepływająca przez nie struga to temat sam w sobie i zostanie on opisany w innym miejscu. Struga stanowiła źródło wody dla stawu, który znajdował się na terenie kiszarni. Na skraju przetwórni była zapora, która służyła do spiętrzania wody i napełniania stawu.
Głównym przedmiotem działalności kiszarni było, jak sama nazwa wskazuje, kiszenie ogórków. Zmieniało się to w czasie, ale kiszone ogórki zawsze były tam produkowane. Ogórki wraz z koniecznymi przyprawami (koper, chrzan, czosnek itp.) umieszczano w drewnianych beczkach, zalewano osoloną wodą i umieszczano w stawie, opróżnionym z wody. Po wypełnieniu stawu beczkami ustawiano przepust tak, aby kierował wodę do stawu. Po napełnieniu go wodą ogórki przez kilka tygodni leżakowały i „nabierały mocy”. W okresie zimowym do tego stawu wpuszczano narybek karpia i na świątecznym, wigilijnym stole zazwyczaj znajdowały się ryby właśnie z tego stawu.
Kiszarnia była zaraz za mostkiem na strudze, po lewej stronie. Zawsze mnie fascynowało co tam się dzieje. Nie dało się tak zwyczajnie popatrzeć, bo była otoczona wysokim betonowym płotem. Niestety dziadek zazwyczaj „przyjmował mnie” niedaleko bramy wejściowej i nie bardzo mogłem pooglądać sobie to miejsce dokładniej. Ja się trochę wstydziłem poprosić, a i dziadek chyba nie był za bardzo skory do oprowadzania mnie po terenie. W końcu to było jego miejsce pracy, a nie cel wycieczek turystycznych.
W pewnych okresach czasu produkowano tam również przetwory z owoców – głównie truskawek, malin, porzeczek. W hali znajdującej się na terenie była sortownia, gdzie zatrudnione były głównie kobiety, które rozdzielały owoce: na kompoty, na mrożonki, na dżemy, na marmoladę wieloowocową. Co szło na dżemy a zwłaszcza marmoladę można sobie wyobrazić.