Po wyjeździe Władysława Jarockiego do Krakowa,Zofia Jarocka przeniosła się z Ujejskiego na Dwernickiego i zamieszkała w opuszczonym przez „młodych „Jarockich, (Władek ożenił się w dwudziestym roku z Hanką Kasprowiczówną), mieszkaniu.
W połowie lat dwudziestych między Zofią Jarocka, a rodziną Stefana Świątkowskiego dochodzi do ostrego konfliktu na tle spadku po Janie Świątkowskim. Następuje kilka procesów sądowych,aż wreszcie w roku 1927............zostaje zrealizowany dział spadku. Cała ta sytuacja powoduje oziębienie stosunków między Jarockimi, a Świątkowskimi. Do tego stopnia, że w żadnych zachowanych listach i wspomnieniach nie ma ani jednego słowa wzmianki o Świątkowskich. Jedyne urywkowe wspomnienia mam od mojej Mamy Danusi,Ale nie są one sympatyczne. Po wojnie dopiero w 1954 roku nastąpiło spotkanie naszych rodzin. Początkowo stosunki były nawet ożywione i serdeczne. Potem na skutek różnych niemiłych faktów uległy zerwaniu i nigdy już nie wróciła do nich serdeczność.
Zońka z dziećmi 0 zamieszkała na parterze pod nr.52 ulicy Dwernickiego. Początkowo jeszcze z Busią Jarocką. Busia już zaczęła wtedy chorować na gruźlicę kręgosłupa i bardzo cierpiała,a ostatnie lata życia spędziła w gorsecie gipsowym.
Po ślubie Bogienki z Adagiem Nadolskim, Zofia przeniosła się do młodych i mieszkała z nimi na Długosza.
W czasie wojny Zofia pracowała w Konserwatorium ukraińskim, gdzie prowadziła kur dla dyrygentów.
Wspomina ten czas tak;
Zgłosiło się trzech uczniów, z nich jeden nie przychodził. Po paru miesiącach zgłosił się prosząc o podpis w indeksie, ponieważ miał skończony kurs solfeżu w Warszawie. Nie mogłam niesłyszane podpisać, prosiłam, więc aby mi coś zaśpiewał. Zaśpiewał bardzo dobrze, czysto, rytmicznie trudne ćwiczenie z modulacjami, ale potem, gdy proszę,ażeby mi powiedział, jaki trójgłos zagrałam – milczenie- pojęcia nie miał o żadnych słuchowych ćwiczeniach. Indeks nie został podpisany, a on od tego czasu nie opuścił ani jednej lekcji. Dziś jest dyrektorem średniej szkoły muzycznej we Wrocławiu.
Bacisia to dla wnuków, Paulina Zofia Świątkowska z Jarockich, niewiele o sobie opowiadała. Jedyne opowiadanie, które zapamiętałam to, kiedy wszyscy chorowali na szkarlatynę i pędzlowano im gardła jodyną. Potem zaraz po moim ślubie mówiła mi, żebym nie dała sobie tak jak ona zawiązać kariery przez rodzenie dzieci. I to wszystko, co zapamiętałam.
Resztkę swego życia spędziła przykuta do łóżka, bo na skutek bardzo silnej osteoporozy miała niesłychanie słabe kości. Była wtedy naprawdę bardzo biedna .