|
Sort
Time
Category
|
|
Ostatnie dwa dni upłynęły pod znakiem podekscytowania genealogicznego. Zaczęło się od tego,że na NK dostałam zaproszenie od 11 letniej dziewczynki, Ali Jakowickiej. Wprawdzie od razu tknęło mnie jej nazwisko,( które występuje w moim drzewie, lecz ma dosyć odległe i cienkie gałązki), ale dopiero gdy zobaczyłam wpis na GG i w MK doszłam do wniosku, że sprawa jest poważna. Wstepne ustalenia pokazały, że skontaktowała się ze mną "paprawnuczka kuzyna zięcia mojej babci wujeczne"j(to cytat z MK-sama bym tego nie wymysliła) Nigdy przedtem specjalnie nie interesowałam się tą odległą gałęzią rodziny. Słyszałam to i owo od Maryjki, to i owo przeczytałam we wspomnieniach Siemaszki, ale sama nawet palcem nie kiwnęłam żeby coś wyszperać. Teraz przyszedł czas na nadrobienie zaległości, więc chwyciłam za telefon, komputer, książkę i notatki. W rezultacie dwie rodziny Jakowickich, które od pokoleń nie miały ze sobą kontaktu wreszcie się porozumiały i już planują spotkanie. Nie wspominam, że wszyscy wdzięczni, zadowoleni i co najważniesze zarażeni bakcylem. Zamówili już nawet te wspomnienia "Zaplecze i młodość" , które mam nadzieję dadzą im co najmniej tyle samo przyjemności z czytania co mnie. A właściwie więcej, bo napisał to ich dosyć bliski krewny i opowiada o ich rodzinie i miejscach z nią związanych. Teraz czakam aż uzupełnią brakujące dane w swojej gałęzi drzewka.
|
|
"Do Ameryki dotarły zmiany"
Środa, 11.05.2008 Powiadaja, że dzisiaj obudziliśmy się w innym kraju. Niestety nie bardzo jeszcze wiadomo czy w lepszym niż jeszcze wczoraj, czy tez w gorszym. Wczoraj bowiem odbyły sie wybory nowego Prezydenta. W szranki nstanęli Barack Obama-czrnoskory kandydat Demokratów i Republikanin John McCain .Nowe naprzeciwko starego, czarne naprzeciwko bialego, młode naprzeciwko......hm, dojrzałego.Po nadzwyczajnej społecznej mobilizacji, najdroższej kampanii i kilku innych nadzwyczajnościach zwyciężył Obama. Teraz zwolennicy i przeciwnicy prześcigają się w wymyślaniu jak najbardziej nieprawdopodobnych przewidywań co też teraz stać się może, albo co absolutnie nie może. Tak czy inaczej jest to niewątpliwie moment, który przejdzie do historii i warto pamiętać różne inne , rodzinne, domowe, osobiste okoliczności, które temu towarzyszyły. Żeby kiedyś po latach, gdy, wnuki zapytają: babciu co robiłaś tego dnia kiedy wybrano na prezydenta Barracka Obamę, mieć ściągawkę i móc zaspokoić ciekawość. Zupełnie tak samo jak teraz, np w rocznicę wyboru polskiego Papieża pytamy: pamietasz co robiłeś tego dnia? Na wtorek miałam zaplanowany wyjazd do Concord po chleb. Pierwotnie miałam zamiar pojechać w sobotę, ale nic z tego nie wyszło. Wojtek zatrudnił mnie do pilnowania Oziego-dobermaniego malucha, którego sobie właśnie zanabył. Pogoda nie sprawiła mi zawodu i po kilku deszczowych dniach wreszcie wyjżało słońce, w sam raz na taką wycieczkę.
Niestety w delikatesach ostatnio nie ma nic specjalnego, towar przywożą dopiero we czwartek, po weekendzie więc półki są pustawe. Kupiłam tylko zapas chleba. W drodze powrotnej zajechałam do Marcina, sprawdzić jak się sprawują ich dwa koty. Wszystko okazało się w porzadku, miały jeszcze sporo jedzenia i wode, ale uzupełniłam na wszelki wypadek, gdyby raptem dostały niebywałego apetytu i wyrzuciłam z kuwety to co wyprodukowały. Ładne są te koty. Jeden troche podobny w umaszczeniu do Kici, tylko znacznie jaśniejszy, a drugi jest rudo-czarny. Jadąc do domu skręciłam z bramy w prawo zamiast jak zazwyczaj w lewo i przejechałam przez fragment ich dzielnicy. Ładnie tam; małe stawy z fontannami wkomponowane między domami wyglądaja malowniczo, dużo zieleni. Po powrocie do domu zostawiłam samochód i pomaszerowałam spełnić obywatelski obowiązek. Tym razem punkt wyborczy zorganizowano w nowej szkole podstawowej przy naszej ulicy. Przyszłam w doskonałym momencie bo przede mną w kolejce stało tylko kilka osób. Po chwili za mną ustawił się ogonek godny najlepszych czasów PRL-u. Pomieszczenie nie było duże, więc zaraz zrobił się tłok, zabrakło miejsca przy stanowiskach do głosowania i przy stolikach, gdzie można było wypełnić kupony tradycyjnym sposobem.. Obawiałam się, że mogą być kłopoty z moim źle napisanym nazwiskiem, ale nic podobnego; oprócz karty do głosowania dostałam formularz korekcyjny i szybciutko rozprawiłam się z wypełnieniem odpowiednich rubryczek. Na dowód bytności dostałam nalepkę i cukierek. W domu czekała na mnie jeszcze jedna robótka, a właściwie na Kasię w większym stopniu. Dostarczyli nowy odbionik do satelity i trzeba go było zainstalować i zaprogramować. Oj.... nie było łatwo, szczególnie z tym programowaniem. Trzeba było skorzystać z telefonicznej pomocy technicznej, Kaska pod dyktando fachowca po 158 razy wykonywała polecenia, które w końcu doprowadziły do zmęczenia materiału i prawidłowego odbioru. Za straty moralne Kasia zażądała pleśniaka z duża ilością piany. Mądrala. W miedzyczasie sprawdzałyśmy jak wygląda sytuacja na froncie wyborczym: w zasadzie od samego początku nie było większych wątpliwości kto zostanie 44 Prezydentem USA. Teraz pozostaje jedynie mieć nadzieję, że naprawdę “do Ameryki dotarły zmiany” i będą to zmiany na lepsze.
|
|
Zostałam upowazniona przez osoby z pierwszej linii frontu do podania komunikatów zanim oficjalne zawiadomienia zostaną wyslane. Pierwsza wiadomosc pochodzi z frontu Marcin-Victoria: piescionek został umieszczony na palcu i data slubu wyznaczona- 11 wrzesnia 2009. Druga wiadomosc: w czerwcu 2009 Wojtek i Stefcia zostana rodzicami, a co za tym idzie nam z Michalem tez zmieni sie status; na Dumnego Dziadka i jeszcze dumniejsza Babcie. Tyle sie nadzialo w ubieglym tygodniu.
|
|
Prawdopodobnie wszyscy slyszeliscie o spustoszeniach jakie sieje Ike w Texasie i Louisianie. Houston wygląda jak po bitwie, a tam przeciez jest nasza Dorota. Mam nadzieje, ze zadna krzywda sie jej nie przydarzyla i wszystko skonczy sie na braku pradu. Trzymajmy kciuki.
|
|
Z przykrościa musze Was, drodzy przyjaciele, powiadomić, że do naszego GB-owego grajdołka zakradło się, sama nie wiem jak to w miarę delikatnie określić, jedno z najgorszych paskudztw obecnego świata. Miałam do tej pory, naiwne jak sie okazuje, przekonanie, że na tym portalu zbierają się wyłacznie osoby na co najmniej "jakim-takim" poziomie moralno-estetycznym. Niestety dzisiaj odkryłam, że wśród blogów ktoś zamieścił trzy ze zdjeciami pornograficznymi. Od razu użyłam opcji "report abuse", ale nie badzo wiem na jakiej zasadzie to dziala, bo po kilku godzinach nie zaszly żadne zmiany. Mam nadzieje, ze zanim ktos z Was odwiedzi GB zarzadzajacy portalem podejmą jakies zdecydowane kroki. i nie bedziecie narażeni na takie "przyjemności" . Nie jestem jakąś zaciekłą wojowniczką z tego typu publikacjami. Jak ktoś lubi i chce oglądać-proszę bardzo, ale są do tego przeznaczone określone portale, albo zacisze własnego mieszkania. Ja, a myślę, że rowniez znakomita wiekszość z uzytkowników GB, nie życzę sobie być zmuszaną do natykania się na tego rodzaju "twórczość". Jestem chyba bardziej smutna niż zniesmaczona tym odkryciem.
|
|
.......wobec niewykrycia sprawców przestępstwa
Dnia 31 stycznia 2008 roku Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku postanowiła umorzyć śłedztwo w sprawie zabójstw , dokonanych przez funkcjonariuszy NKWD, przy użyciu broni palnej, w okresie od 24 czerwca do 27 czerwca 1941roku - na terenie więziennym oraz na trasie ewakuacyjnej Głębokie-Witebsk, prowadzącej przez Hołubicze, Uszmacz, Szeroczyno oraz we wsi Taklinów w pobliżu miasteczka Ułła, więźniów więzienia Nr 28 w Berezweczu: ....... Piotra Gajewskiego, Leona Gajewskiego, Konstantego Gajewskiego,..............., orez setek innych z powodu niewykrycia sprawców przestępstwa. Leon był moim dziadkiem, a Piotr i Konstanty to jego bracia. Zostali aresztowani zaraz po 17 wrzesnia, a ich żony z dziećmi wywiezione do Kazachstanu. One wróciły. Oni zostali.
|
|
Własnie wróciłam z pierwszego "w realu" mini sabaciku z GB-sową koleżanka, Jolą. Spotkanie to było w planie od kilku miesięcy, gdy okazało się, że Jola wraz z całą rodzinno-przyjacielską drużyną wyrusza na objazd atrakcji zachodnich stanów. Znalazł sie wśród nich rownież Park Narodowy Yosemite znajdujący się o rzut kamieniem(z rozmachem) od Sacramento - 155 mil, czyli 249 km. Wyjechałyśmy, z Kasią, oczywiście z poźlizgiem, ale w rezultacie nie spóźniłyśmy się prawie wcale. Umówione byłyśmy raczej luźno, dopiero po drodze Jola przesłała wiadomość z numeremm hotelowego pokoju i hotelowego telefonu. Na nic się to jednak nie przydało, bo numerów po odsłuchaniu nie zanotowałyśmy, a potem z braku sygnału nie dało się sprawdzić. Na szczęście, po przybyciu na miejsce, już gdy miałyśmy wszczynać śledztwo gdzie też Jola z brygadą mieszka, ona we własnej osóbce pojawiła się ni stad ni z owąd, jak na prawdziwą bywalczynię sabatów przystało. Z miejsca, jakbyśmy znały się od urodzenia, rzuciłyśmy się sobie w objęcia. Reszta towarzystwa była w stanie rozproszenia. Dwie najmłodsze latorośle moczyły się w basenie pod czujnym, lecz nie nachalnym, nadzorem Joli i jej przyjacółki, a reszta ekipy, ta najbardziej zawzięta(trochę się pogubiłam w składzie) od bladego świtu zdobywała okoliczne szczyty. My z Kasią też chciałyśmy trochę pozdobywać, ale bez przesadnych ambicji. Nasza kondycja "kanapowego kartofla" jak to malowniczo określiła Jola i niezbyt odpowiednie obuwie, pozwoliły nam na "zdobycie" najbliższego wodospadu. Ale i tak było bardzo przyjemnie: podziwinaie uroków natury przeplatane pogaduchami. Potem powrót do hotelu, jeszcze troche pogaduch przy kawie/herbacie i nieodwołalnie nadszedł czas na pożegnanie. Było to bardzo miłe spotkanie i mam nadzieję, że nie ostatnie. Już postanowiłyśmy zorganizować "sabacik" w tochę szerszym, panamerykańskim składzie, z udziałem Małgosi i Joasi. Kiedy nam się to uda? Jola i Bozena z wodospadem w tle i na okołowodospadowych kamlotach
|
|
W ciągu ostatnich dni z przyczyn technicznych musialam przesiąść się do jeździdełka Kasi. Muszę przyznać, że zrobiłam to z poważnymi obawami ponieważ posiada ono ręczną skrzynię biegów. Od kilkunastu lat jeździłam wyłącznie automatem i całkiem odzwyczaiłam się od używania lewj nogi. To zadziwiające, ale z tym jest chyba tak samo jak z umiejętnością pływania i jeżdżenia na rowerze. Zaraz wracają kiedyś nabyte umiejętności. Ale chociaż jest zupełnie nieźle i tak zdecydowanie wolę leniwy sposób jeżdżenia. Na szczęście mój pojazd przestraszył się gróźb mechanika i pozwolił się naprawić, już jutro powinien być gotowy. Dzisiaj obchodziliśmy tutaj Dzień Matki. Celebrowalismy niestety bez Michala, “dzieciaki” zaprosiły mamę na wyżerkę owocami morza. Wiedziały doskonale “co tygrysy lubią najbardziej”.
|
|
Dojechalismy, "wakcje" sie skonczyly, trzeba uporac sie ze stertami rachunkow, stertami prania itp, itd. Kicia obrazila sie, ze zostawilam ja na tak dlugo i ignoruje mnie przez caly dzien. Ale najwazniejsze, ze rodzina sie powiekszyla. Nie ta najblizsza wprawdzie, ale i tak cieszy-zostalam cioteczna prababcia. Nie znam wprawdzie parametrow Julki, ale wyglada krzepko, wiec chyba zasluguje na 10 punktow.
|
|
Znowu stoimy. Tym razem w Salt Lake City, ale tylko jeden dzień. Jutro mamy rozładunek jednej części i jedziemy z reasztą dalej do Los Angeles. Po drodze mieliśmy pod wzgledem pogody trochę atrakcji: burza z ulewą, że niewiele było widać, zima z temperaturą poniżej zera i śniegiem naokoło i z wiatrem przeszywającym do szpiku. Na szczęście jedziemy już w stronę cieplejszych klimatów i we wtorek mam nadzieję spać już we własnym łóżku.
|

|
|