|
Sort
Time
Category
|
|
Dziś rano wyjazd do Bronisz na rynek hurtowy. Cel ustalony z góry i oczywiście zrealizowany. Więc Thalia zapakowana dość solidnie - skrzynka, czyli 15 kilo pomidorów po złoty osiemdziesiąt za kilogram, worek 15-kilowy dużej cebuli za całe 10 złociszy, pięć kilo czerwonej papryki (dużej, ładnej i soczystej) po dwa sześćdziesiąt i na koniec piętnastokilowa skrzynka ładnych i nie pomarszczonych węgierek za 30 złotych. Teraz nieocenione usługi oddał robot Zelmera z wymiennymi tarczami do szatkowania. Niecała godzina i papryka się kończy dusić, tak samo cebula i to bez płaczu nad nią. Potem dojdą pomidory, które jeszcze czekają w bagażniku na swoją kolej. Koniec końców będzie duża porcja leczo na zimę. No i zostaną tylko śliwki, które docelowo zamienią się w powidło. Pytanie tylko, czy nie będzie trzeba dokupić słoików. Za godzinę mija czwarty miesiąc od śmierci Córci. Zaraz po wcześniejszym obiedzie jedziemy na cmentarz.
|
|
28.IX.2008 - Nowa książka
 W piątek odebrałem z poczty przesyłkę z Antykwariatu Mazurskiego, a w niej książkę Maxa Toeppena Wierzenia mazurskie. Rzecz jest poświęcona przesądom i zabobonom. Autor rzecz napisał na podstawie samodzielnych badań folklorystycznych i uwzględniając materiały uzyskane przez innych, a opisuje w niej ludowe wierzenia Mazurów. Przy okazji autor skarżył się na swoją niedostateczną znajomość polskiego. W pracy można znaleźć przykłady, z których wynika, dlaczego na luterańskich Mazurach nigdy nie udało się wykorzenić do końca kultu Matki Boskiej. Książka powstała na początku drugiej połowy XX wieku. Pierwszym polskim wydaniem pracy Toeppena było ukazujące się pod koniec XIX wieku w miesięczniku Wisła tłumaczenie Eugenii Piltzówny. Obecne wydanie (Retman - Moja biblioteka mazurska - Dąbrówno 2008) jest drugim i opiera się na tym samym tłumaczeniu. Dlaczego piszę o tym, nie doczytawszy jeszcze książki do końca? Odpowiedź jest prosta - szukam odniesień do Szestna i już znalazłem dwa. 1. Pojawia się znana mi postać Marcina Gerssa (Giersza) (*1808 - +1895) - działacza społecznego, pisarza, wydawcy, folklorysty, najbardziej znanego jako wydawcy Kalendarza Królewsko-Pruskiego Ewangielickiego i Gazety Leckiej. Był również nauczyielem - i tu właśnie zaskoczenie, nie miałem zielonego pojęcia, że przed 1838 rokiem uczył w Szestnie. 2. Druga postać to ksiądz Adam Krolczyk (*1826 - +1872) - i o nim nie wiedziałem, że był w Szestnie - przed rokiem 1855 był kaznodzieją w Szestnie i Bezławkach, zajmował się badaniem folkloru. Od 1860 roku był misjonarzem w Chinach i tam zmarł. Jeśli pojawią się nowe tropy dotyczące Szestna, zaraz o tym doniosę. Książka jest pięknie i starannie wydana - twarda oprawa, szyta, a nie klejona, ładna czcionka i kremowy papier, a w środku nastrojowe zdjęcia.
|
|
6.IX.2008 - ubiegły tydzień
Poprzednia sobota to był bardzo miły dzień. Spotkaliśmy się na szkółkarskich targach z pewną wrocławianką. Jest to osoba bardzo, bardzo sympatyczna, a nazywa się Joasia Laskowska. Kupiliśmy na grób Marty bardzo ładny cyprysik, przy wydatnej i fachowej pomocy Asi. Wczoraj udało mi się skończyć 60 lat. W sumie nie ma się z czego znów cieszyć. Ale wszystkim, którzy pamiętali o moich urodzinach, najserdeczniej dziękuję. A na koniec drobne samochwalstwo działkowe: brzoskwinia i antonówka.
|
|
Wczoraj rano umarł Kosta, brat małgosinego Jimma. I on przegrał walkę z nowotworem. Małgosiu, Tobie, Jimmowi i całej Rodzinie składam wyrazy najszczerszego współczucia. Nic więcej nie potrafię napisać.
|
|
26.VII.2008 - Zakwitlo od Pajoli
W tym roku zakwitła ślicznie roślinka, którą dostałem od Joli. A teraz zgadujcie co to jest. Jolu nie podpowiadaj !!!!

|
|
Na naszej działce kwitną lilie. Jedna jest doprawdy imponująca - ma 150 centymetrów wzrostu, a kwiaty mają średnicę 20cm. No i jest ładna.

|
|
Mam pytanie adresowane w szczególności do wrocławskiej Joasi i Bogusi. KTÓRE Z DRZEW LUB KRZEWÓW IGLASTYCH MAJĄ MAŁO ROZGAŁĘZIONY NA BOKI SYSTEM KORZENIOWY, a w dodatku pokrój kolumnowy?
|
|
30.VI.2008 - BASIA JUŻ W DOMKU
Odebrałem Basię ze szpitala w piątek po południu. Zgodnie z moją wcześniejszą obietnicą najpierw pojechaliśmy odwiedzić Martusię, a dopiero potem do domu. Jeszcze trzy tygodnie temu zastanawialiśmy się gdzie będzie można wypożyczyć wózek, tydzień później - chodzik. Tydzień temu była jeszcze mowa o lasce. A w piątek żadne z tych utensyliów nie było już potrzebne. Basia jest sprawna, choć nadal słaba i bez kondycji. Ale po domu krząta się jak za dawnych czasów. Pomyślcie, że dziś dostałem pierwsze i drugie śniadanie. Ostatni raz tak było jeszcze w zimie. Basia spędziła w szpitalu aż 101 dni.
|

|
|