Welcome, Sign in   |   Help
Genebase Bionet Builder
Advertisement
TUTORIALS NEWS LEARNING CENTER STORE APPLICATIONS
 
1 to 10 of 14 journal entries |  1 2  Next »
Sort
Time
Category
Jacek Skorupski
Norwegia
From: Jacek Skorupski | Created: Jul 9 2007, 03:24 pm

Pod koniec czerwca byłem w Stavanger na wielkiej konferencji na temat bezpieczeństwa i niezawodności.
Oprócz pracy udało mi się zobaczyć to i owo.
Była to już moja druga podróż do Norwegii. Tym razem na południe tego kraju. Tyż piknie :-) Chociaż zupełnie inaczej niż za kołem podbiegunowym: na Przylądku Północnym czy na Lofotach.
Punktem wspólnym obu wypraw był lodowiec Jostedalsbreen. Dla mnie cudne miejsce. Tak jak napisałem w opisie do jednego ze zdjęć - efekt cieplarniany jest widoczny gołym okiem! Mówię to z pełnym przekonaniem.
Popatrzcie na fotki.

Category: Travel & Places | Views: 1195 | Add / View Comments (8)
0 rating
Jacek Skorupski
Miedniewice i Guzów
From: Jacek Skorupski | Created: Apr 19 2007, 03:28 am | Updated: May 19, 2007
[img:190100/P190100_46273f1823d86:left][img:190100/P190100_46273ccf474bf:right]W ramach zmiany przyzwyczajeń i troszkę aktywniejszego spędzania czasu udało nam się kilka dni temu wybrać całą rodziną w okolice Żyrardowa - do Miedniewic i pobliskiego Guzowa. Nie ukrywam, że wycieczka miała pewien podtekst genealogiczny, bo jedna gałązka przodków mojej żony pochodzi z Miedniewic.


Z miejscowością tą wiążą się też pewne wspominki z młodości, kiedy to kilka razy brałem udział w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. W Miedniewicach jest zabytkowy klasztor Franciszkanów z cudownym obrazem. We wsi tej zawsze był koniec etapu pielgrzymkowego. Wieczorem w klasztorze miał miejsce bardzo wzruszający Apel Jasnogórski. A następnego dnia rano była odprawiana Msza św., na której odbywały się pielgrzymkowe śluby. Zawsze 3-4 pary brały ślub na pielgrzymce i zawsze tam. Ciekawostką było to, że oprawę muzyczną na tej mszy zapewniał zespół składający się z kilku młodych Franciszkanów, którzy grali w stylu mocno rockowym, by nie rzec heavy metalowym :) Było to dla mnie przeżycie dosyć niezwykłe.
[img:190100/P190100_462740c08a3f9:left][img:190100/P190100_4627431793e02:right]

Tym razem Miedniewice były ciche i spokojne, jakiś sympatyczny zakonnik zaproponował nam pokazanie podziemi, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Tylko Ala się trochę bała, bo były tam groby zakonników, których chowano w odkrytych trumnach! Wielkie wrażenie zrobiło na mnie wyposażenie zakrystii. Konkretnie chodzi o ten wspaniały mebel, który można zobaczyć na fotce. Wielka gratka dla potomka rodziny stolarskiej!

[img:190100/P190100_462743cb27884:left]
W nieodległym Guzowie zwiedzaliśmy pozostałości po wspaniałym dworze Michała Kleofasa Ogińskiego, tego od Poloneza Ogińskiego. Niestety stan tego budynku jest kiepski, odremontowano tylko kaplicę, będącą jego częścią. Na zdjęciach można zobaczyć ten szokujący kontrast. Wokół jest park, też niestety zaniedbany. Tylko ptaki mają używanie - zbudowały tam setki gniazd i królują w parku.

Miedniewice okazały się nie te :) więc efektów genealogicznych nie było, ale i tak spędziliśmy wspaniałą niedzielę.
Category: - | Views: 935 | Add / View Comments (13)
0 rating
Jacek Skorupski
Wakacje na Słowacji
From: Jacek Skorupski | Created: Feb 20 2007, 06:50 am | Updated: May 20, 2007
[img:190100/P190100_45db05f222710:left][img:190100/P190100_45db02e4052e4:right]

No dobra. Przycisnęliście mnie do muru. Zawsze na wakacjach robię całą masę zdjęć, ale tym razem nie zabrałem aparatu, bo mam strasznie wielki i ciężki aparat i na nartach jest on nadzwyczaj niewygodny. Mea culpa, mea maxima culpa. Ale już nie kopcie leżącego, proszę.


[img:190100/P190100_45dafe6105f19:left][img:190100/P190100_45daff388a3df:right]


Ale żeby zaspokoić ciekawość postanowiłem dać trochę fotek z innych wyjazdów.


[img:190100/P190100_45daffc078398:left][img:190100/P190100_45db0217965c9:right]


Jak się temu bliżej przyjrzałem, to ja od jakichś 10 lat co roku jestem przynajmniej raz na wakacjach na Słowacji. A czasem i dwa razy – w lato i zimą.

[img:190100/P190100_45db0496812e7:left][img:190100/P190100_45db037e986c1:right]


Zima – to głównie Demianovska Dolina i szusowanie na Chopoku, ostatnio Żdiar a w tym roku Habovka.
Lato – no to oczywiście też góry – Slovensky Raj, Liptovsky Mikulas, Mala i Velka Fatra.


[img:190100/P190100_45db0433f062b:left][img:190100/P190100_45db055be124d:right]


Patrzcie i podziwiajcie :-)
Category: - | Views: 752 | Add / View Comments (28)
0 rating
Jacek Skorupski
Wróciłem
From: Jacek Skorupski | Created: Feb 13 2007, 05:32 am | Updated: May 21, 2007
Witajcie.
Wróciłem z ferii i zaczynam z powrotem przystosowywać się do normalnego życia :)
Byliśmy na Słowacji w Habovce niedaleko Zuberca - bardzo blisko polskiej granicy. Wypoczynek bardzo udany: śniegu było mnóstwo, pogoda ładna, towarzystwo dobrze dobrane. Tak, że narzekać nie można. Może tylko o tyle, że tydzień to za krótko.
Muszę przyznać, że mam dużo szacunku dla braci Słowaków. Potrafią doskonale wykorzystywać walory turystyczne swoich gór - inwestują na potęgę, wszystko przygotowane pod Polaków, miło, sympatycznie, niedrogo. Powinniśmy się od nich uczyć.
Category: - | Views: 735 | Add / View Comments (13)
0 rating
Jacek Skorupski
No i po herbacie :-(
From: Jacek Skorupski | Created: Jan 31 2007, 08:50 am | Updated: May 21, 2007
Nie wiem czy pamiętacie dyskusję na temat pruskiego, żeliwnego krzyża na grobie mojej praprababci - Barbary z Giebliców Zakrzewskiej?
Zgodnie z waszymi sugestiami napisałem do administratora tego cmentarza z pytaniem czy w tym grobie był ktoś wcześniej pochowany.
Powołałem się na autorytet wybitnego specjalisty z zakresu architektury cmentarnej (to o Tobie Jacku) i inne świętości.
Niestety - ksiądz odpisał mi, że parafia nie prowadziła, nie prowadzi ( i jak sądzę z tonu tego listu - nie zamierza prowadzić) ksiąg cmentarnych, więc odtworzenie historii pochówków w którymkolwiek z grobów jest niemożliwe.
No i żegnajcie marzenia o odkryciu 3xpradziadka Gieblica.
Category: - | Views: 806 | Add / View Comments (7)
0 rating
Jacek Skorupski
Powitajcie proszę "nowych"
From: Jacek Skorupski | Created: Jan 5 2007, 04:17 pm | Updated: May 21, 2007
Kochani, chciałem Wam przedstawić dwoje nowych członków naszej pozytywnie zakręconej gromadki. Oboje dołączyli dzisiaj i jam to sprawił, nie chwaląc się. =)
Pierwszy z nich to mój Tata (vel Niuton). Druga to moja ... hmmm ... kuzynka (powinowactwo nasze jest tak pokrętne, że nie czas i miejce by je tu roztrząsać) Kasia (vel gamika).
Oboje deklarują aktywną działalność tutaj. Niuton napisał już nawet jednego bloga, a gamika dorzuciła parę tuzinów nowych twarzy do naszego wspólnego już drzewka. To wszystko w ciągu kilku godzin od zarejestrowania.
Chyba będę miał z nich pociechę :P
Category: - | Views: 865 | Add / View Comments (28)
0 rating
Jacek Skorupski
Za murem
From: Jacek Skorupski | Created: Dec 28 2006, 02:31 am | Updated: May 21, 2007
Podczas moich pobytów w Węgrowie jednym z zajęć było przynoszenie dziadkowi jedzenia do pracy. Czasem były to kanapki i herbata w szklanej butelce. Czasem cały obiad w specjalnym trzyczęściowym naczyniu, zwanym „trojakami”. Jako dla małego chłopca było to dla mnie spore przeżycie. Po pierwsze trzeba było przechodzić „za mur”. Trzeba wiedzieć, że mur ogradzający teren klasztorny stanowił jedną z granic placu, na którym stał dom dziadków. Ulica Piwna (wcześniej nazywana ul. 22-go Lipca) była ślepa i kończyła się przy posesji dziadków małą, drewnianą furtką zamkniętą na kłódkę. Dla nas dzieciaków teren klasztoru był wielką niewiadomą, wielką zagadką. Oczywiście wielokrotnie przedostawaliśmy się tam – czy to za pomocą klucza od ojca mojego towarzysza zabaw – Michała Gołosia mieszkającego w sąsiedztwie, czy też po prostu przez wyłomy w murze. Teren po drugiej stronie muru wyglądał różnie w różnych okresach czasu. Czasem była tam przepiękna łąka, czasem uprawiano tam zboże. Przy samym murze rosły wielkie graby oraz gęste zarośla. Był to rewelacyjny teren do zabaw w chowanego. Nieco bliżej zabudowań klasztornych był niewielki sad jabłkowy, który był ulubionym celem naszych wypraw. Miały one pewien podtekst sensacyjny, gdyż wielokrotnie ktoś z klasztoru przepędzał nas stamtąd wymachując groźnie kijem. Nie czekaliśmy nigdy aż się do nas zbliży. Na szczęście nie podkradał się do nas tylko krzyczał od samej furtki klasztornej, więc nie mieliśmy kłopotów z ucieczką.
Furtka na końcu ulicy była okresowo otwarta, z czasem coraz częściej – wtedy zabawy na terenie klasztornym były bardziej legalne, ale przez to zmieniały swój charakter – od wyprawy w nieznane do dokładniejszej penetracji terenu, zabawy w podchody, chowanego czy po prostu biegania po przepięknej łące i kąpieli nad strugą.
Wracając do przynoszenia posiłków dziadkowi. Szedłem zawsze sam, wąską ścieżką. Teren na początku był odkryty (łąka lub pole zboża, później ściernisko). Dalej wchodziło się na teren podmokły, zarośnięty wysokimi drzewami i gęstymi zaroślami. Ścieżka prowadziła przez torfowisko, mijała małe stawiki pokryte rzęsą o brzegach zarośniętych tatarakiem. Często trzeba było z niej zbaczać lub poruszać się skokami, żeby ominąć stojącą (zwłaszcza po deszczu) wodę. Jest rzeczą oczywistą, że przejście tego odcinka wiązało się z pewnym dreszczykiem emocji. W końcu ścieżka wyprowadzała znowu na odkryte miejsce, do rozwalającej się kładki nad strugą. Przejście tym mostkiem też było w pewnych okresach czasu niemałym wyczynem – kładka była niestabilna, chwiała się cała, często brakowało poręczy czy niektórych desek.
Z biegiem lat teren „za murem” zmieniał bardzo swoje oblicze. Otwarto go – zwłaszcza od strony ulicy Kościuszki, później utworzono tam park Armii Krajowej. Na łąkach nad strugą zaczęły pojawiać się domy – najpierw pojedyncze, potem coraz liczniejsze. pojawiła się ruchliwa ulica, teren się osuszył, całkowicie zniknęły przepięknie ukwiecone łąki. Tylko struga płynie jak płynęła. Namiastką tego jak romantycznie wyglądało kiedyś to miejsce jest jego fragment ciągnący się wzdłuż wspomnianego muru. To już nie to co kiedyś – ale cokolwiek z jego dawnego charakteru zachowało się do dzisiaj.
Mur stanowiący granicę między podwórkiem dziadków a terenem klasztornym odgrywa sporą rolę w moich wspomnieniach z pobytów w Węgrowie. Po pierwsze oddzielał to co znane od pewnej zagadki, tajemnicy. Był wysoki, miał około 2 m wysokości, pełny, z cegły – nie można było przez niego spojrzeć. Miał jeszcze jedną ważną cechę – krył skarby. Zawsze miałem ciągotki do numizmatyki – kolekcjonowałem różne monety. A w murze, pomiędzy cegłami, w zaprawie znajdowało się prawdziwe dziecięce numizmatyczne rarytasy. Były to miedziaki carskie z przełomu 19 i 20 wieku. Takie same monety można było znaleźć też w ziemi, na podwórku dziadków. Dlatego bardzo lubiłem przekopywać grządki – zawsze można było coś znaleźć. Wszystko wskazuje na to, że zanim zbudowano dom dziadków, pod koniec 19 wieku, przy bocznej furtce prowadzącej do klasztoru rozstawiali się przekupnie ze swoimi kramami i prowadzono tam handel. Stąd te liczne monety w ziemi – zgubione przez zaaferowanych przekupniów i ich klientów. Istnienie małego targowiska w tym miejscu zapewne można byłoby potwierdzić danymi historycznymi.
Category: - | Views: 847 | Add / View Comments (11)
0 rating
Jacek Skorupski
Stan wojenny ... i brydż.
From: Jacek Skorupski | Created: Dec 15 2006, 02:13 pm | Updated: May 21, 2007
Wszyscy wspominają stan wojenny. Wspomnę i ja.
Nie ten pierwszy dzień, którego rocznicę niedawno obchodziliśmy, tylko któryś z późniejszych.
Ale najpierw wstęp =)
Otóż w tych czasach popularne były dowcipy z serii "przychodzi baba do lekarza". Jeden z nich brzmiał tak (przepraszam będzie trochę niecenzuralnie):
"Przychodzi Baba do lekarza z żabą na głowie.
Lekarz się pyta - Co Pani jest?
A żaba na to - Coś mi się do dupy przykleiło!"
Ja w czasie stanu wojennego chodziłem do Liceum i bardzo intensywnie grałem w brydża. Prawie zawodowo. Byłem zawodnikiem klubu "Polonia Warszawa" (mam nadzieję, że nie dostanę od sympatyków Legii =) ) Pewnego dnia, prawdopodobnie na przełomie lutego i marca 1982 r. spotkaliśmy się z kolegami z drużyny brydżowej, żeby omówić ostatnie mecze i podyskutować o kolejnych. Było nas czterech. Nie pamiętam dlaczego nie usiedliśmy gdzieś jak ludzie, tylko spacerowaliśmy w okolicach Politechniki Warszawskiej. Ponieważ w naszej lidze rozgrywkowej szło nam wtedy dobrze, ostatnie mecze były wygrane, więc rozmowa była w tonie wesołym i zapewne dość głośna. W pewnym momencie zauważyliśmy, że od dłuższego czasu chodzi za nami dwuosobowy patrol milicji. Zgodnie z przepisami stanu wojennego nasza grupa stanowiła "nielegalne zgromadzenie", gdyż zawierała więcej niż dwie osoby. Zaczęliśmy iść coraz szybciej i kluczyć, żeby się od nas odczepili. Ale oni uparcie chodzili za nami i podsłuchiwali. W końcu nas to bieganie zeźliło i postanowiliśmy z nich zakpić.
Jeden z kolegów, specjalnie bardzo głośno, żeby tamci z tyłu słyszeli mówi tak:
"A słyszeliście ten dowcip? Idzie grupa młodzieży po ulicy i spotyka nauczyciela.
Nauczyciel pyta - Czemu tak szybko idziecie?
A bo coś nam się coś do dupy przykleiło!"
Żebyście widzieli reakcję tamtych milicjantów! Dopadli do nas, zaczęli nas szarpać, rozwścieczonym głosem zażądali legitymacji szkolnych, zaczęli straszyć wyrzuceniem ze szkoły. A jak zobaczyli, że mieszkamy w Ursusie, znanym jako siedlisko opozycji to mało nie dostali apopleksji. Miny nam trochę zrzedły, ale w końcu po jeszcze kilkuminutowym "pienieniu się" i spisaniu wszystkiego co się dało z tych naszych legitymacji - puścili nas wolno. Z tej wściekłości nawet zapomnieli nam pałką przyłożyć =)
Ot - tak mi się skojarzyło.
Category: - | Views: 824 | Add / View Comments (12)
0 rating
Jacek Skorupski
Kiszarnia
From: Jacek Skorupski | Created: Dec 11 2006, 12:25 am | Updated: May 21, 2007
Jak sięgam pamięcią dziadek Mietek (Bartoszewski) zawsze pracował „na kiszarni”. Nigdy nie wnikałem co to właściwie za firma była. Dopiero z listu z podziękowaniami za długoletnią pracę, który otrzymał w chwili przechodzenia na emeryturę dowiedziałem się, że była to Wojewódzka Spółdzielnia Ogrodniczo-Pszczelarska w Siedlcach. Przepracował tam 25 lat. Zdaje się, że przez te lata nazwa tego przedsiębiorstwa zmieniała się kilkukrotnie.[img:190100/P190100_4540b3adcf141:right]
Kiszarnia mieściła się niedaleko domu Dziadków – trzeba było tylko przejść przez ogrody przyklasztorne i otaczające je łąki. Te łąki i przepływająca przez nie struga to temat sam w sobie i napiszę o nich innym razem. Struga stanowiła źródło wody dla stawu, który znajdował się na terenie kiszarni. Na skraju przetwórni była zapora, która służyła do spiętrzania wody i napełniania stawu.
[img:190100/P190100_457d13e938d86:left]Głównym przedmiotem działalności kiszarni było, jak sama nazwa wskazuje, kiszenie ogórków. Zmieniało się to w czasie, ale kiszone ogórki zawsze były tam produkowane. Ogórki, po ich zważeniu i zmierzeniu, wraz z koniecznymi przyprawami (koper, chrzan, czosnek itp.) umieszczano w drewnianych beczkach, zalewano osoloną wodą i umieszczano w stawie, opróżnionym cześciowo z wody. Po wypełnieniu stawu beczkami ustawiano przepust tak, aby kierował wodę do stawu. Po napełnieniu go wodą ogórki przez kilka tygodni leżakowały i „nabierały mocy”. W okresie zimowym do tego stawu wpuszczano narybek karpia i na świątecznym, wigilijnym stole zazwyczaj znajdowały się ryby właśnie z tego stawu. [img:190100/P190100_457d14d900ee8:right]
Kiszarnia była zaraz za mostkiem na strudze, po lewej stronie. Zawsze mnie fascynowało co tam się dzieje. Nie dało się tak zwyczajnie popatrzeć, bo była otoczona wysokim betonowym płotem. Niestety dziadek zazwyczaj „przyjmował mnie” niedaleko bramy wejściowej i nie bardzo mogłem pooglądać sobie to miejsce dokładniej. Ja się trochę wstydziłem poprosić, a i dziadek chyba nie był za bardzo skory do oprowadzania mnie po terenie. W końcu to było jego miejsce pracy, a nie cel wycieczek turystycznych. Na ostatnim zdjęciu pokazny jest obecny (2005 r.) widok tego stawu "ogórkowego".
W pewnych okresach czasu produkowano tam również przetwory z owoców – głównie truskawek, malin, porzeczek. W hali znajdującej się na terenie była sortownia, gdzie zatrudnione były głównie kobiety, które rozdzielały owoce: na kompoty, na mrożonki, na dżemy, na marmoladę wieloowocową. Co szło na dżemy a zwłaszcza marmoladę można sobie wyobrazić. :J
Category: - | Views: 830 | Add / View Comments (12)
0 rating
Jacek Skorupski
Pruskie korzenie praprababci ?
From: Jacek Skorupski | Created: Nov 24 2006, 08:57 am | Updated: May 21, 2007
[font=georgia]Wychodzi na to, że kolejny raz chwytam za klawiaturę pod wpływem zdjęć zamieszczonych przez kogoś innego na Genebase. Tym razem chodzi o zdjęcia tych żeliwnych krzyży z Szestna (dzięki Jacku).
Ale po kolei. O moim pradziadku Marcelim Skorupskim i exodusie jego dzieci już pisałem. Tym razem chodzi mi o jego teściowa a moją 2xprababcię Barbarę Zakrzewską. Pierwszy problem stanowi jej nazwisko rodowe. W akcie zgonu jej córki Heleny brzmi ono Gieblicz. Dla mnie tak jakoś „po litewsku”. Może to skojarzenie z braćmi Kiemliczami z „Potopu”? (Ociec prać? Prać!). Kolejne spotkane przez mnie wersje tego nazwiska odbierały mu kolejne literki – najpierw brzmiało Gieblic a w końcu już Geblic. Tak jakoś z niemiecka, nieprawdaż?
Po wielu bojach dotarłem do aktu urodzenia Barbary i dowiedziałem się że moja praprababcia nazywała się naprawdę Barbara Marianna Rozalia Geblic, a urodziła się 4 grudnia 1849 roku, we wsi Sukowy w parafii Polanowice niedaleko Strzelna. Jej rodzicami byli Edward i Scholastyka z Malinowskich. Z zawodu Edward był ekonomem.
Tu nastąpił „klops” w poszukiwaniach, bo w parafii tej (i jeszcze dwóch okolicznych) nie ma ani aktu małżeństwa Edwarda i Scholastyki, ani żadnych innych dzieci tej pary. Traktowałem poszukiwania w tej linii za zamknięte – no przecież nie będę szukał na oślep po wszystkich sąsiednich parafiach. Zwłaszcza, że dowiedziałem się także o wcześniejszych poszukiwaniach genealogicznych mojego ciotecznego stryjka, który czerpał swoje informacje głównie od najstarszego brata dziadka - Antoniego. Z opowieści tych wynikało, że Barbara Geblic pochodziła z ziemiańskiej rodziny von Goeblitz. Podobno jej dziadek na przełomie 18 i 19 wieku został przesiedlony (?) w rejon Królewca, gdzie otrzymał jakąś posiadłość ziemską. Tam ożenił się z Polką, uległ polonizacji i zmienił nazwisko na Geblic. Czyli krótko mówiąc – szukaj wiatru w polu albo igły w stogu siana. W sumie w te bajki nie bardzo wierzyłem, ale wiadomo – coś może na rzeczy być. Zwłaszcza, że wg śp. prof. Rymuta w Polsce nie ma ANI JEDNEGO Geblica, Gieblica, Gieblicza, czy jak oni się tam zwali. Czyli wynikałoby, że nazwisko jest całkowicie zagraniczne.
[img:190100/P190100_44c2a78a3ada3:left]Poszukiwania były zamknięte, zamknięte, zamknięte … aż nastąpił cud. Otóż w bazie małżeństw Łukasza Bielckiego odnalazłem małżeństwo Edwarda Geble i Scholastyki Malanowskiej, które zostało zawarte w parafii Piaski k. Kruszwicy. Czerwone światełko mi się zapaliło natychmiast. Potem wszystko poszło bardzo szybko. Dostarczycielem tych danych do bazy Łukasza był Wojtek Jędraszewski. Mail do niego. On się deklaruje, że sprawdzi w Archiwum w Gnieźnie. Sprawdza. I co się okazuje? To oni! Edward Geblic i Scholastyka Malinowska. Edward występuje na tym ślubie jako „dziedzic”. Nie bardzo wiadomo czego – może tylko własnej chałupy? =) Mam datę urodzenia obojga, mam nową „podejrzanąâ€ parafię. Mogę szukać dalej.
Ale teraz wreszcie do żeliwnych krzyży.
Grób Barbary z Gebliców Zakrzewskiej znajduje się na cmentarzu parafialnym w Skulsku na Kujawach. Cmentarz jak cmentarz. Nagrobki generalnie w podobnym stylu – kamień, lastryko … Z wyjątkiem jednego jedynego. Nagrobka Barbary z Gebliców Zakrzewskiej, który ma kształt … żeliwnego krzyża! No takiego typowego pruskiego żeliwnego krzyża. No i masz babo placek … Niby nic takiego, ot zwykły przypadek. Komuś „odbiło” i wyłamał się – zrobił grób inny niż wszystkie. Ale teraz jak zobaczyłem to zbiorowisko krzyży z Szestna – jakiś intuicyjny głos mi mówi, że to jednak nie przypadek. Teraz będę się zastanawiał - czy coś z tymi Prusami i tym Królewcem jednak nie jest na rzeczy?
[/font]
Category: - | Views: 863 | Add / View Comments (8)
0 rating
1 to 10 of 14 journal entries |  1 2  Next »
Navigate Home | Family Tree | Friends | DNA Ancestry | Photos | Journals | Groups | My Profile
More Info Tutorials | News | Learning Center | About Genebase | Store | Applications | Terms
Get Help Help Center
© 2003 − 2008 Genebase Systems. All Rights Reserved.