|
Sort
Time
Category
|
|
Ravelry - moja nowa mania.
Otoz zalozylam sobie konto na Ravelry.com czyli na Nawijajce. Olbrzymie forum dla jaskolek i szydelkomaniakow. Jezeli chcecie zobaczyc co tam mam to wpisanie jest jacknlukemama, haslo jimm77. Klinijcie na metke "my notebook" i tam sa wszysktie moje wyroby. Oprocz tego mam taki maly blog. Na razie wszystko tam jest o skarpetkach.
|
|
Wczoraj i dzisiaj była taka piękna pogoda, że musiałam zrobić więcej zdjęć. Teraz już klony cukrowe opadły, dęby pobrązowiały, ale jeszcze niektóre inne drzewa są trochę zielone. Konkurs Cast a Large Shadow.
|
|
W piątek rano, gdy Jimm miał wykłady, pojechaliśmy z chłopcami nad Wielkie Jezioro Slone. Plaża baaaaaaaaaaardzo szeroka, ponad półtora kilometra. Oczywiście posmakowałam piasek na parkingu, bo był taki biały i oczywiście był słony. Jack od razu poleciał nad brzeg, ja powoli szłam za nim, a Lukie dostał szału i histerii, bo przeczytał, że wstęp jest zabroniony i że plaża jest zamknięta do następnego lata, i że nas policja złapie i wsadzi do więzienia, a po paru minutach histerii to już było, że w piekle wylądujemy. Ten ma fantazję. Więc go sobie samemu zostawiłam w piasku, wydzierał się, płakał, potem się trochę w piasku i soli potarzał. Gdy już dotarłam na brzeg, Jack poleciał po braciszka, wytłumaczył mu jak już daleko przeszedł, że nad wodą jest pięknie i tak go podprowadził na brzeg. Wodę też popróbowałam. Też była słona. W jednym miejscu na brzegu trochę śmierdziało zdechłymi rybami, ale nie wiem jak to możliwe, jeżeli w Jeziorze nie ma ryb. Po drodze przeszliśmy koło setek zdechłych ptaków leżacych półzasypanych w piasku, i nawet nie zauważyłam, co jest. A nawet zrobiłam jedemu takiemu zdjęcie, bo myślałam, że to jakiś kawałek linii okrętowej i że będzie z tego dobra martwa natura. Akurat! Martwa natura rzeczywiście. Dopiero po drodze z powrotem Jack zawołał, że to zdechłe ptaki i dotarło do mnie co to było. Setki, naprawdę, setki, czysta hekatomba. Pasmo szerkości okolo 500 metrów, pewnie dookoła całego olbrzymiego jeziora. Czyli chyba tysiące tych ptaków. Po powrocie do hotelu wyczytaliśmy w internecie, że rzeczywście była epidemia ptasiej cholery wśród ptactwa nad Wielkim Jeziorem Słonym, ale w zeszłym roku! Te ptasie truchła wyglądały, jak całkiem świeże, bo sól je zakonserwowała. Wyobrażacie sobie?! Podobno padło 15.000 sztuk. I tyle.
|
|
Lecimy właśnie z Salt Lake City do Minneapolis, stamtąd do Toronto. Do domu wrócimy późno, ale jeżeli nie będę mogła spać, to może jeszcze coś dziś wrzucę. Zrobiłam dla Was zdjęcia w Family History Centre w SLC. Atmosfera tam niesamowita lub – jak to obecnie modnie się mówi – energia w tym miesjcu była świetna. Wyobraźcie sobie, cały sześciokondygnacyjny budynek poświęcony genealogii. Dwa poziomy w piwnicy, parter oraz trzy piętra. Na parterze czytelnie pełna ludzi w każdym wieku – młode dziewczyny, studenci z laptopami, panie i panowie w wieku zdecydowanie ponad emerytalnym oraz wiele osób “pośrodku”; Luke i Jack byli zaskoczeni, że takie młode osoby się tym zajmują. Nie wiem, czy byli to Mormoni i mormońska młodzież, czy też po prostu tacy jak my napaleńcy. Ściany pełne półek, półki pełne książek, książki pełne genealogii. Zdjęcia zrobiłam na parterze oraz w piwnicy B1, gdzie znajdują się książki oraz mikrofilmy z Europy środkowej i północnej oraz z Azji. Na PBase są zdjęcia m.in. “Dziesięciu powodów, dla których warto odwiedzić Bibliotekę w SLC.’; historii świata oraz ludzkości całkiem na poważnie wywodzącą się od Adama; genealogii Józefa Smitha, proroka mormońskiego, który napisał Księgę Mormona oraz inne rozdziały do Biblii; drzewa genealogicznego, które pokazuje wywód przodków Shirley Temple, Orveall i Wilbura Smithów, proroka Smitha, Donny’ego Osmond (tego od duetu Donny Ii Marie i “Kochanka z Liverpool’u” oraz bardzo popularnej aktorki telewizynej Lucille Ball (to to duże, pod którym siedzą Jack i Luke i udają, że prowadzą badania genealogiczne) oraz Emily Dickinson; rozkładu konsultacji; oraz korytarzy z szufladami mikrofilmów. Nie wiem, dlaczego nie wychodzą mi zdjęcia. Te, które Wam pokazuję, to te jedyne, które wyszły, reszta jest bardzo nieostra. Wścieka mnie to jak nie wiem, bo mam ten aparat już od trzech lat i powinnam umieć go obsługiwać. Może Wy macie jakiś pomysł? Na parterze, zaraz przy wejściu jest informacja oraz stanowisko, gdzie można złożyć swoje genealogie i je przekazać Kościołowi. Popytałam się o przekazanie mojej książki, ale wygląda na to, że musi się na to zgodzić PIW, bo gdy się przekazuje coś takiego dla Kościoła Mormońskiego, to zrzeka się praw do tego – a to chyba mi się nie podoba. Muszę to przemyśleć – chciałabym, aby moja książka była szeroko dostępna, ale żeby się zrzekać praw do niej, to chyba nie. Poza tym podobno oni wyciągają z takich publikacji wszelkie dane genealogiczne i zapisują je w swoje bazy danych – to dobrze, oraz przygotowywują tych wszystkich przodków do chrztu w Kościele Mormońskim – co mi za bardzo nie przeszkadza, ale też nie wiem. No i podobno to skanują takie darowane książki na mikrofilmy i potem kto tylko zeche, może sobie wypożyczyć. Co też mi nie przeszkadza, ale nie wiem, co na to powiedziałby PIW. Potem znowu połaziliśmy po Temple Square, dołączył do nas Jimm po zakończeniu swoich wykładów. Pogoda była śliczna, cudowna, itp. W sobotę po południu poszliśmy na szlak Cecret Lake (nie Secret!) w Górach Skalistych nad Salt Lake City. Jack sie napalił i koniecznie musiał wleźć jak najwyżej, żeby pochwalić się, żę jesienią chodził po śniegu. Było ładnie, pachniało lasem sosnowym. Było też bardzo wysoko, odbiło mi się na oddychaniu oraz pracy serca. Całe szczęście, że sobie w domu chodzę często na fitness oraz rowerki, więc mogłam z Jackiem i Lukiem się powspinać. Jimm padł w 2/3 drogi, nad jeziorkiem. Na takiej wspinaczce w górach nie byłam od 30 lat.
|
|
Całkowite wykorzystanie homara.
W piątek i w sobotę mąż był na kongresie w Halifaxie. Wsiadając do samolotu zadzwonił do mnie, powiedział “Wiozę kolację” i rozlączył się. Od razu wiedziałam, co wiezie! Homary! Na wschodzie Kanady, w Nowej Szkocji, Nowym Brunszwiku oraz Nowej Funlandii homary są. W przeszłości były uważane za strawę biedoty, rybaków, którzy robili sobie z nimi kanapki albo zapiekanki. Jeszcze w latach 40-tych moja pani od sprzątania jadała je na lunch w szkole. Dopiero potem nauczono się od Francuzów robić na nich biznes. Na każdzym dużym lotnisku są stanowiska z akwariami, gdzie można sobie kupić żywe homary, które potem pakowane są w specjalne kartony z lodem, żeby doleciały w najświeższym stanie. No i mój małżonek przywiózł nam dwa homary. Jeden jeszcze dyszał, ale skonał jak po paru minutach po tym jak włożyliśmy go do zlewu z zimną wodą. Ponieważ jest to potrawa bardzo droga, byłam zachwycona gdy w czasopiśmie kulinarnym Gourmet podano jak można z niego wycisnąć prawie, że wszystko, do ostatniego centusia (w końcu jestem pół poznanianką). Po wylizaniu skorupek nie wyrzuca się ich, tylko robi się na nich lobster bisque czyli zupę homarową na bazie ryżu oraz potem jeszcze raz można skorupy wykorzystać, aby zrobić z nich masełko homarowe. Przepis wprawdzie był na kraby, bisque krabową i masełko krabowe, ale z homara też dobrze mi to wyszło. Przepisy podam w Grupie! Ale czy Wy naprawde ich nie widzicie? Bo troche sie napracowalam przy dyniowej zupie genealogicznej, i szkoda, ze nie wyszlo.
|
|
Moje genealogiczne początki.
Podczytuję sobie mój pamiętnik z podstawówki. Stamtąd pochodzi moje pierwsze drzewo genealogiczne, którego zdjęcie znajduje się we wstępie do “Przodków” – zachowało się, bo je wkleiłam do zeszytu. Natomiast 1-szego sierpnia 1977 roku napisałam: ”Dzisiaj był Dziadek i poprosiłam go, żeby podał mi swoje rodzeństwo (daty urodzin, śmierci, imiona) bo chcę sobie pozapisywać. Ale Dziadek pamiętał tylko imiona, żadnych dat. Pozostały mi więc tylko zdjęcia. I znów dzisiaj dowiedziałam się, że Dziadek wyrzucił stary album Stryjanki mojej Mamy, taki który teraz nadawałby się do muzeum. Wielki oprawny w skórę, z klamrą. Były tam zdjęcia Stryjanki i jej rodziny.” Smutne to.
|
|
Przepisy na Thanksgiving.
Wrzucilam na Cosik dla podniebienia. Musimy sie rozruszac, bo znowu wszyscy zapadniemy w sen zimowy.
|

|
|